Chciałabym zamówić serial, pomyślałam,
czytając rozmowę Patrycji Pustkowiak z prof. Anną Klimkiewicz. Autorka pyta psychiatrkę, dlaczego nasz mózg tak bardzo lubi alkohol. Niby wiemy, że następnego dnia przyjdzie kac, a jednak wciąż kojarzymy alkohol z przyjemnością.
Ekspertka opowiada o działaniu neuroprzekaźników, o dziedzicznych uwarunkowaniach, o kulturze picia. I przyznaje, że zgrozą napawa ją wszechobecność alkoholu w filmach i serialach. – Bohaterowie po wejściu do domu niemal zawsze otwierają piwo lub nalewają sobie lampkę wina wielkości wiadra. Ta czynność na ekranie zastępuje nawet umycie rąk – zauważa naukowczyni.
I podkreśla, że film, ponieważ angażuje wiele zmysłów, działa na nas z ogromną mocą. - Jeśli więc tam człowiek sukcesu pije, człowiek zmęczony pije, człowiek samotny, zdenerwowany, szczęśliwy pije, to wydaje się to naturalne. Sięganie po alkohol w tak wielu kontekstach i sytuacjach staje się normą – dodaje.
Chciałabym więc zamówić serial, w którym bohaterowie po przyjściu domu myją ręce.
A potem na przykład jedzą obiad z deserem. Bo – jak stwierdził Rozkoszny w rozmowie z Dominiką Wantuch –
desery powinny być częścią naszej codzienności.Bohaterowie tego serialu ćwiczą, pływają, chodzą po górach – dla zdrowia i przyjemności, nie z obsesji na punkcie sylwetki.
Zawierają przyjaźnie i pielęgnują znajomości.
Nie tylko uprawiają seks, ale też mówią o swoich potrzebach.
W ogóle dużo rozmawiają.
Mają różne ciała i różne twarze i włosy w różnych kolorach, łącznie z siwym. I w ogóle tego nie komentują.
Zatrudniają w swojej firmie osobę po pięćdziesiątce. Albo po sześćdziesiątce. I okazuje się, że ta osoba wciąż potrafi uczyć się nowych rzeczy, a przy tym wiele cennych rzeczy już umie.
Mało dramy? Możemy wprowadzić rozwód.
Nieudany związek zakończony rozwodem, by pokazać, że kiepska relacja to nienajlepszy pomysł na życie.
Oglądalibyście?