Więc co?‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌  ‌

Powiem Ci coś, czego twórcy kursów raczej nie mówią na głos.

Większość kursów o AI… wcale nie jest zła.

Serio. Materiały są dobre. Wiedza aktualna. Przykłady mają sens.

Oglądasz moduł.
Kiwasz głową.
Myślisz „dobra, to logiczne".

A potem wracasz do codzienności.
Klienci. Maile. Deadline'y. Życie.

I ta wiedza osiada jak kurz na nie otwartym pliku na dysku.

Niby ją masz.
Ale nic z niej dla Ciebie nie pracuje.

Bo problem nigdy nie był w materiale. 

Zastanów się, czego Cię tak naprawdę nauczono — i to wszędzie, w każdym kursie, w każdym poradniku.

Nauczono Cię zadawać lepsze pytania.

Wpisujesz pytanie. Dostajesz odpowiedź. Czytasz. Kopiujesz.
Poprawiasz, bo nie do końca o to chodziło.
Wklejasz, gdzie trzeba.
Zamykasz kartę.

I jutro od nowa.

To jest całe 1%, w którym siedzi dziś prawie każdy.

Potem ten ktoś mówi „AI jest głupie" albo „i tak muszę wszystko sprawdzać" — i ma rację, bo w okienku czatu naprawdę musi.

I teraz najważniejsza rzecz, bo w czwartek zrobiliśmy dopiero jeden krok z tej drogi.

Przypomnij sobie, co właściwie robi asystent, którego ustawiliśmy.

Ma dostęp do skrzynki. Pamięta Twoją firmę. Odzywa się sam o 7:30.

I co z tym wszystkim robi?

Mówi Ci, co masz zrobić.

To duży krok, nie umniejszam.

Pierwszy raz ktoś pilnuje tego za Ciebie i nie musisz już trzymać wszystkiego w głowie.

Ale popatrz, gdzie się to kończy. O 7:31 wiesz, że trzeba odpowiedzieć Markowi, przygotować wycenę i wysłać przypomnienie o fakturze.

Wiesz. I dalej robisz to sam.

Asystent przestał odpowiadać na Twoje pytania.
Ale wciąż nie tknął Twojej pracy.

I dopiero tutaj zaczyna się reszta.

Trzy rzeczy, które ją odróżniają:

Zlecasz zadanie, nie zadajesz pytania. Nie „jak napisać ofertę dla takiego klienta", ale „napisz ofertę dla Marka — warunki ustaliliśmy w mailu, cennik mam na dysku".

Praca wychodzi tam, gdzie ma wyjść. Nie do okienka czatu, z którego potem kopiujesz i poprawiasz. Do pliku. Na stronę. W formularz. Do systemu.

Kończy, zamiast oddawać szkic. Sprawdza się sam, poprawia i oddaje rzecz gotową. To jest ta część, po której przestajesz mówić „i tak muszę wszystko sprawdzać".

Ty jesteś dyrektorem. AI jest wykonawcą.

Jeśli widziałeś „Jestem Bogiem" — tam facet bierze tabletkę i zaczyna używać 100% tego, co i tak w sobie miał.

Tu jest ta sama historia, tylko prawdziwa i bez tabletki.

Ten sam człowiek. Ta sama subskrypcja, za którą już płacisz. Tylko używana tak, jak używają jej ci, którzy robią tydzień pracy w jeden dzień.

Dlatego Architekci Wolności 2.0 — tydzień pracy w dzień zbudowałem jak pasek ładowania, a nie jak bibliotekę.

Jeden poziom na kwartał, trzy miesiące na wdrożenie.

Co miesiąc „Dawka" — mentoring, na którym omawiamy Twoje konkretne zadanie, a nie teorię.

A między spotkaniami:

→ Pomoc techniczna na Telegramie — nie formularz kontaktowy, tylko czat z naszym teamem

→ Biblioteka automatyzacji + GitLab — gotowe do skopiowania

→ Bot do kursów — pytasz go, zamiast przeszukiwać nagrania

→ What's new co tydzień — bo AI zmienia się szybciej niż humor algorytmu LinkedIna

→ Całe archiwum mentoringu i What's new — wchodzisz i masz też wszystko, co było wcześniej

→ Certyfikat ukończenia

Jeśli chcesz wyjść z okienka i być w 100%: