|
Jak byłem mały, to starsza pani z góry przeprowadziła przynajmniej trzy zamachy na moje życie. Raz z jej okna spadła na moją nogę gliniana doniczka. Siedziałem wtedy na schodach przede klatką i niby wiatr wiał, a moi rodzice lykneli jak pelikany i uwierzyli w bajeczkę starszej pani. To że stara baba mnie lubiła nie dało im do myślenia. Przy drugiej próbie miałem przecięty przewody hamulcowe w moim trzykołowym rowerku i w ostatniej chwili z niego zeskoczylem unikając tym samym upadku w pokrzywy i oparzeń 4 stopnia. Później mi próbowali wmówić, że ja tam nigdy nie miałem hamulców i niby nogami się hamowało. Większej głupoty w życiu nie słyszałem. Trzeciego zamachu dobrze nie pamiętam, ale babcia chyba próbowała podłożyć ładunki wybuchowe w piaskownicy. Tylko ja nie bawiłem się jak normalne dziecko w piaskownicy, tylko skakałem po drzewach jak małpa i rzucałem w inne dzieci patykami i kamieniami.
|