|
Cześć Weronika
jest jeden koszt odkładania nauki Fusion, którego łatwo nie zauważyć.
To nie cena kursu.
To kolejne sytuacje, w których pojawia się dobry pomysł, ale ostatecznie trzeba go uprościć albo porzucić, bo nie wiadomo jeszcze, jak go zbudować.
Zaczyna się kombinowanie, szukanie obejścia albo rezygnacja.
I właśnie to z czasem kosztuje najbardziej.
Nie pojedynczy efekt.
Tylko kolejne materiały, które mogłyby wyglądać lepiej, gdyby Fusion było już częścią warsztatu.
Nie dlatego, że brakuje pomysłów.
Tylko dlatego, że brakuje narzędzi, żeby te pomysły zrealizować.
Problem w tym, że za miesiąc bardzo łatwo znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu.
Kolejny materiał.
Kolejny pomysł.
I znowu pytanie:
„Jak to właściwie zrobić?”
Dlatego w kursie nie chodzi mi o nauczenie kilku efektów do odtworzenia.
Chodzi o dojście do momentu, w którym po otwarciu Fusion można pomyśleć:
„Dobra. Wiem, jak rozłożyć ten pomysł na części i od czego zacząć.”
Nie każdy projekt zadziała od razu.
Nie zawsze od pierwszej chwili będzie wiadomo, których node’ów użyć.
Ale ogromna różnica pojawia się wtedy, gdy Fusion przestaje być blokadą, a zaczyna być kolejnym narzędziem w warsztacie.
|