Nagonka na lekarzy z powodu ich zarobków pokazuje, że patologia tzw. systemu opieki zdrowotnej w Polsce dogłębnie skorumpowała także opinię publiczną. Jak ten system nie działa, wiadomo: żeby dostać się do specjalisty, na badania czy zabieg, trzeba albo poczekać rok, albo spędzić 10 godzin w czyśćcu zwanym SOR-em, albo słono zapłacić.
Ale przecież to nie lekarze stworzyli ten system. Odpowiadają za to politycy, którzy przez trzy ostatnie dekady niszczyli publiczną służbę zdrowia, zastępując ją anglosaskim "systemem" (w Wielkiej Brytanii też, surprise, surprise, nie działa) – do którego wszyscy, w tym lekarze, musieliśmy się przystosować.
W latach 80. ub. wieku – wiem, każdy dobrze wspomina własne dzieciństwo – po stłuczeniu ręki, szedłem po prostu do najbliższej przychodni specjalistycznej i zapisywałem się do ortopedy, który przyjmował akurat danego dnia. Ba, jeszcze w latach 90., jeśli obudziłem się w nocy z piekielnym bólem ucha, nie musiałem przechodzić przez czyściec, tylko jechałem na ostry dyżur laryngologiczny.
Obecnie służba zdrowia działa całkiem sprawnie, ale już tylko u sąsiadów, m.in. w… Czechach.Komu więc pasuje obecna patologia w naszym kraju?
Na pewno tym politykom – od prawa do lewa – którzy czerpią z niej pełnymi garściami. Rząd zawsze się jakoś wyleczy.
Polityków ci u nas dostatek, ale brakuje Polityka, który naprawiłby system ochrony zdrowia. Jeśli taki się w końcu znajdzie, zapewni sobie dozgonną wdzięczność wyborców. A gdyby jeszcze odbudował edukację powszechną, mógłby nawet zostać monarchą. Oświeconym, rzecz jasna.
Wiem, obecnie patologia panuje także w wielkiej, światowej polityce. To marne pocieszenie, ale
prezydent USA Donald Trump wciąż "otwiera" cieśninę Ormuz, którą kilka miesięcy temu zamknął, atakując Iran. Na Instagramie krąży wspaniały mem: dwuletni bobas wdrapuje się na stołek i zmaga się z otwarciem lodówki. Niestety, wciąż znajduje się po złej stronie drzwi. Podpisano: "Trump próbujący otworzyć cieśninę Ormuz".
Uśmiałem się do łez.