Sobota, 4 lipca 2026

Joanna Wróżyńska
Redaktorka "Wysokich Obcasów"

"To, co Hillary Clinton osiągnęła w 2016 r., było historycznym wydarzeniem. Dokonała czegoś, czego do dziś nie udało się powtórzyć żadnej kobiecie" – podkreślała Huma Abedin, wieloletnia doradczyni i jedna z najbliższych współpracownic Clinton, kiedy rozmawiałyśmy w maju.
Dość dobrze pamiętam tamte amerykańskie wybory i wtorek 8 listopada, kiedy szanse Hillary Clinton na historyczną prezydenturę zostały ostatecznie pogrzebane. Nie była idealną kandydatką – to oczywiste, ale bez cienia wątpliwości była lepiej przygotowana do pełnienia funkcji prezydenta Stanów Zjednoczonych niż Donald Trump.

Przypadek Hillary Clinton i wyborów z 2016 r. pokazuje bardzo wyraźnie to, co często podkreśla też wiele rozmówczyń „Wysokich Obcasów" – kobiety i mężczyźni na stanowiskach przywódczych są mierzeni zupełnie inną miarą. Jest taka pamiętna scena w świetnym skądinąd serialu „Dyplomatka", w której grająca amerykańską wiceprezydentkę Allison Janney tłumaczy ambasadorce Stanów Zjednoczonych w Wielkiej Brytanii, że to, jak wygląda, jest równie ważne jak to, co mówi. "Ta scena była wynikiem moich rozmów z ludźmi z otoczenia Hillary Clinton, którzy próbowali znaleźć sposób na zaprezentowanie amerykańskiej opinii publicznej kandydatki na najwyższy urząd w państwie. Ich wyzwanie polegało na sprawieniu, by inteligentna, doświadczona kobieta stała się powszechnie »akceptowalna«" – opowiadała mi Debora Cahn, twórczyni "Dyplomatki". Nie wystarczyły jej kompetencje, musiała jeszcze być "lubiana".
Z tym murem zderzyły się też dwie popularne, prawdziwe, nie serialowe premierki – Sanna Marin w Finlandii i Jacinda Ardern w Nowej Zelandii. Obie sprawowały władzę w czasie pandemii, mierząc się z niespotykaną i nadzwyczaj trudną sytuacją. Marin wprowadziła swój kraj do NATO, Ardern nie pozwoliła swojemu pogrążyć się w chaosie po zamachu terrorystycznym w kościele w Christchurch. Obie dotknął masowy hejt i obie postanowiły zrezygnować z funkcji premierek.
Coraz więcej badań pokazuje, że kobiety u władzy, nie tylko polityczki, ale też liderki organizacji czy osoby publiczne, są narażone na specjalny rodzaj nienawiści, który różni się od tej kierowanej pod adresem mężczyzn. Prowadzone są nawet badania w stosunkowo nowej wciąż kategorii: "technologicznie wspomaganej przemocy wobec kobiet w polityce", o której teksty można znaleźć m.in. na platformie Sage Journals.
W latach 80. upowszechniło się hasło o "przebijaniu szklanego sufitu". Marilyn Loden, amerykańska konsultantka ds. zarządzania i równości, opisała nim w 1978 r. niewidzialne bariery utrudniające kobietom awans, mimo że formalnie takich przeszkód nie było. Ten najważniejszy szklany sufit miała w 2016 r. strzaskać właśnie Hillary Clinton, zasiadając za legendarnym biurkiem Resolute w Gabinecie Owalnym w Białym Domu. Okazało się jednak, że szkło, o którym mówiła Loden, nie pęka, a wręcz jest hartowane nowymi rodzajami wyzwań. Racja może być więc po stronie Humy Abedin, która, powołując się na film dokumentalny "Miss Representation", przekonuje, że ten sufit po prostu nie jest ze szkła, lecz z cegły.

W NAJNOWSZYM NUMERZE

Mówili: 'nie dawała się lubić', ale dokonała czegoś, czego nie udało się powtórzyć żadnej kobiecie
Huma Abedin, wieloletnia doradczyni Hillary Clinton, w rozmowie z 'WO': 'Ponad 90 proc. ataków z wykorzystaniem deep fake'ów wymierzonych jest w kobiety. To fala materiałów pornograficznych rozpowszechnianych w sieci, w których twarze kobiet są nakładane na cudze ciała. Tego rodzaju działania mają wyniszczający wpływ na ich psychikę i emocje'.
CZYTAJ WIĘCEJ

NIE PRZEGAP

WARTO PRZECZYTAĆ