KO staje się partią pełnomocników wojewody i asystentów posła
Najgorsza dla polityków jest śmieszność. „Ty wiesz, kim ja jestem? Pełnomocnikiem wojewody i asystentem posła” – ten zwrot wejdzie do języka codziennego. Przynajmniej mojego. Już zawsze będę tak odpowiadał na zaczepkę „ty wiesz, kim ja jestem”. A i sam pewnie też kilka razy się tak przedstawię dla żartu. Wszystko oczywiście na cześć nowej gwiazdy Koalicji Obywatelskiej – Piotra Matana, radnego powiatu jędrzejowskiego.
Jakbym miał mniejszą wiarę w ludzi, uznałbym, że to kolejny, po Dawidzie Kacprzyku, młody samorządowiec KO, który szkodzi partii. A może jednak radny Matan postanowił bohatersko poświęcić własną karierę w polityce, by zatamować przypływ antyukraińskich nastrojów w kraju? Bo dokonał wręcz niemożliwego: opinia publiczna jak jeden mąż stanęła po stronie ukraińskiego taksówkarza lżonego przez pełnomocnika wojewody i asystenta posła.
Przy czym warto docenić drugiego bohatera tej historii. Taksówkarz odgryzał się niczym wytrawny raper na bitwie freestyle'owej. Mało się nie oplułem kawą, jak na „wracaj do kraju” odpowiedział: „A ty wracaj do domu. Inną taksówką”. A na zaczepki w stylu „jesteś w moim kraju” odpowiadał: „W moim, k…, aucie”. Charyzma level miliard. A jeśli nie lubi rapu, z przyjemnością obejrzałbym chociaż jego występ stand-upowy.
To teraz na poważnie. Od polityków KO wielokrotnie słyszałem, że ich wyborcy pod względem stosunku do Ukraińców nie różnią się wiele od wyborców Konfederacji. Pełnomocnik wojewody i asystent posła swoimi ksenofobicznymi tekstami wykazał to wręcz dobitnie. Ale to nie problem jedynie KO. Jakiś czas temu nieco przypadkiem trafiłem na popijawę lokalnych polityków z innej partii rządzącej. Na wschodzie. Przy pierwszej butelce zaczęły się narzekania na współpracę transgraniczną. Przy drugiej już na Ukraińców w Polsce. A przy trzeciej puściły wszelkie hamulce i zamiast „Ukraińcy” mówili już „te k…wy”. I tak – politycy nie z PiS i nie z Konfederacji. Z partii tworzącej koalicję.
Nie obędzie się bez pointy. KO też puściły wszelkie hamulce, nawet niekoniecznie w kwestii ukraińskiej, tylko szerzej – apanaży władzy. Partię ośmieszają nie tylko młodzi radni Kacprzyk i Matan, ale przede wszystkim starzy wyjadacze kompromitująco broniący przegranej sprawy, jak Roman Giertych i Bartosz Arłukowicz. Jeden ponownie rozkręca w sieci maszynę hejtu (w tej konkurencji wygrywa nawet z Dariuszem Mateckim z PiS, a to nie lada osiągnięcie!), a drugi atakuje tych, którzy ujawniają afery, a nawet rozlicza ich z dziennikarskich nagród. A to chyba nie takie rozliczenia obiecywała KO. Tamte jednak nie wychodzą. Zbigniew Ziobro przechytrzył prokuraturę i uciekł do Stanów, tymczasem sprawa „dwóch wież”, która według „Gazety Wyborczej” miała obalić rząd PiS, została w tym tygodniu umorzona. A Roman Giertych znowu postanowił ośmieszyć partię, atakując już nawet prokuratorów ze stowarzyszenia „Lex Super Omnia”, stawiającego mocny opór zmianom wprowadzanym przez Ziobrę, gdy sam Giertych, niczym Ziobro dzisiaj, ukrywał się przed prokuraturą za granicą.
Z tego zamiatania pod dywan afery w Szpitalu Południowym zresztą nici. Nikt w warszawskich władzach KO co prawda wciąż nie poniósł konsekwencji, ale szpital zwolnił właśnie koordynatora prosektorium – i afera rozlewa się szeroko poza SOR.
A co do ksenofobii i przemocy wobec Ukraińców (na szczęście ze strony radnego Matana jedynie słownej), najlepiej podsumowała to w swoim felietonie moja redakcyjna koleżanka Estera Flieger: „Myślę, że bardzo ważne jest zauważenie, że relacje polsko-ukraińskie mają dwa poziomy: polityczny i międzyludzki. Bardzo bym nie chciała, żeby pierwszy wpłynął na drugi”. Dobrze by było, żeby partia pełnomocników wojewody i asystentów posła wzięła sobie to do serca. Szczególnie gdy już raz sama zagrała ksenofobiczną kartą w wyborach prezydenckich. Tym bardziej doceńmy radnego Matana, że tak się poświęcił dla zatamowania fali antyukraińskich nastrojów.