"Na YouTube ukazał się film przedstawiający mnie jako potwora, który nie tylko zniszczył karierę Jadzi, ale też maltretował ją psychicznie" – napisał na Facebooku Jerzy Antczak, którego
film "Noce i dnie" był nominowany w 1977 roku do Oscara.
96-letni dziś Antczak od lat 70. mieszka w Stanach Zjednoczonych. Zapowiada, że odpowie na wszystkie kłamstwa, jakie znalazły się w nagraniu. Pozujący na dokument ponad dwugodzinny film wygląda na zrealizowany przez AI. Świadczą o tym m.in. monotonna, automatyczna narracja, okrągłe, pozbawione znaczeń zdania, a także kolaż powtarzalnych zdjęć w tle.
Całość skupia się na rzekomo nieszczęśliwym życiu Jadwigi Barańskiej, która po wyjeździe z Antczakiem do USA zgasła i nie mogła realizować się zawodowo. Z produkcji wynika, że Antczak miał izolować żonę, nie pozwalać jej na występowanie w filmach czy spotykanie się ze znajomymi i przyjaciółmi.
Jerzy Antczak jest poruszony. Ale nie tylko on i Barańska stali się bohaterami pseudodokumentów wytwarzanych przy pomocy AI. Kalina Jędrusik, Pola Raksa, Elżbieta Czyżewska – produkcje o polskich gwiazdach ze zmienionymi życiorysami są chętnie oglądane przez użytkowników YouTube'a.
O to, co mogą zrobić żyjący bohaterowie tego typu filmów i ich spadkobiercy, pytam dr. Paulę Skrzypecką z kancelarii prawniczej Creativa Legal. – Osoba żyjąca, jak Jerzy Antczak, pokazany jako sprawca przemocy, to najprostszy przypadek. Naruszone zostają jego dobra osobiste: cześć, dobre imię, godność – tłumaczy. Dodaje, że w tym przypadku Kodeks cywilny przewiduje trzy roszczenia: żądanie zaprzestania (usunięcie filmu), usunięcia skutków (sprostowanie, przeprosiny) oraz zadośćuczynienie pieniężne albo zapłatę na cel społeczny.