Mundial zdziwień, czyli Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej czas zacząć
Najpierw zdziwili się kibice. Wielu z nich miesiącami polowało na bilety, płacąc wysokie ceny na rynku wtórnym. Tymczasem na kilka dni przed inauguracją FIFA zaczęła uwalniać kolejne pule wejściówek. W oficjalnym systemie sprzedaży dostępnych było jeszcze blisko 180 tys. biletów, a średnia cena na rynku wtórnym spadła w ciągu miesiąca o 20 proc. I wszyscy, którzy kupili wejściówki tylko po to, aby później na nich zarobić, nagle zaczęli liczyć straty. A kibice? Cóż, poczuli się zrobieni w...
Potem zdziwili się uczestnicy turnieju. Mundial to przecież wielkie święto otwartości i jedności całego świata. Ale ten odbywa się także w USA, kraju z zaostrzoną przez administrację Donalda Trumpa polityką migracyjną i wizową. Dla części kibiców, działaczy, a nawet przedstawicieli niektórych reprezentacji droga do Stanów Zjednoczonych okazała się znacznie bardziej skomplikowana niż jeszcze kilka lat temu ktokolwiek zakładał.
Ale największe zaskoczenie może dopiero nadejść. Organizatorzy liczą na miliardy dolarów dodatkowych zysków i miliony turystów. Coraz więcej analiz pokazuje jednak, że gospodarczy efekt mundialu może być znacznie skromniejszy od oczekiwań. Szacuje się, że wpływ turnieju na wzrost amerykańskiego PKB będzie symboliczny, a część potencjalnych gości wybierze tańszy Meksyk lub Kanadę albo w ogóle zrezygnuje z podróży do USA.
Największe zdziwienie jednak czeka samego Donalda Trumpa. Mundial ma być przecież dla amerykańskiego prezydenta dowodem siły USA i pokazową imprezą „America First”. Tymczasem może okazać się kolejnym kamyczkiem, który jesienią przechyli szalę zwycięstwa na rzecz Demokratów w trakcie wyborów do Kongresu i Izby Reprezentantów.