- Byłam jak szmaciana lalka. Nigdy nie będę w stanie zapomnieć o tym, co się stało. Blizna jest głęboka. Ale teraz zadaję sobie pytanie: „Co zrobić z tym całym syfem?". To było jak zanurzenie w potoku błota. Podjęłam decyzję, by przywrócić mojemu życiu kolor. Trzeba z tego wszystkiego zrobić coś szlachetnego. Dziś odradzam się z popiołów" – powiedziała w jednym z wywiadów Gisèle Pelicot.
Jej słowa, jej odwaga i determinacja dały nadzieję tysiącom ofiar seksualnych nadużyć. Gisèle jest bohaterką, symbolem walki o prawa ofiar. Zdecydowała, że nie będzie anonimowa. Przełamała obezwładniający wstyd. „Wstyd musi zmienić dziś stronę" – powiedziała.
Historia Gisèle Pelicot wydawała się nam wszystkim nieprawdopodobna. Myśleliśmy wtedy, że to przestępstwo niepowtarzalne. Mąż, który odurza żonę, wykorzystuje ją seksualnie, zaprasza innych i pozwala im ją gwałcić? Mąż, który filmy z nieprzytomną żoną wrzuca do internetu? Przypadek ekstremalny. Dziś okazuje się, że takich przypadków są tysiące.
Dziennikarki CNN – Saskya Vandoorne i Niamh Kennedy – mówią w rozmowie z Natalią Waloch:„
Wiedziałyśmy, że to wierzchołek góry lodowej". To właśnie dzięki ich śledztwu udało się namierzyć Piotra, „polskiego Pelicota", który odurzał swoją żonę i nagrania z wykorzystywania wrzucał na grupy internetowe. Taki był warunek: żeby wejść do grupy, trzeba podzielić się nagraniami lub zdjęciami z gwałtu na żonie. Piotr został włączony do „wspólnoty", dołączył do grona przestępców seksualnych. Grupa nie była trudno namierzalna: funkcjonowała na ogólnie dostępnych stronach, wszystko tam działało jak w dobrej organizacji: grupa miała strukturę, była uporządkowana, budowano relacje mistrz–uczeń, za streaming można było zapłacić powszechnie znanymi metodami płatności. Mężczyźni dzielili się radami: co podać, w jakiej dawce, żeby dobrze uśpić partnerkę.
Mężowie, partnerzy, niektórzy w związkach od kilkunastu lat (jak Piotr – dziennikarki nie podają jego prawdziwego imienia, żeby chronić rodzinę i wykorzystywaną żonę), na co dzień żyli zupełnie zwyczajnie: odprowadzali dzieci do szkoły, robili zakupy, jeździli z rodziną na wakacje. Kiedy dziennikarki wyśledziły Piotra, jadł z żoną obiad w restauracji. Gisèle Pelicot też nie mogła uwierzyć: dopóki nie zobaczyła zdjęć. Mąż, z którym była 50 lat, odurzał ją przez dekadę.
W sprawie Piotra polska policja zareagowała szybko i odpowiednio: potraktowano tę sprawę bardzo poważnie. Zrobiono wszystko, by ochronić ofiarę.
Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że seks bez zgody to gwałt i że gwałt może występować także w małżeństwie.