Instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym zalecają, by poza pracą zawodową każdy z nas poświęcał
co najmniej 150 min. tygodniowo na umiarkowany wysiłek fizyczny – taki, który podnosi nam tętno, nawet jeśli tego nie odczuwamy. Ewentualnie można ten czas skrócić o połowę, ruszając się intensywnie (walcząc o oddech) przez co najmniej 75 min. w tygodniu.
A to dlatego, że człowiek nie wyewoluował do tego, żeby siedzieć przed biurkiem. Nasz gatunek powstawał w ciągłym ruchu – przede wszystkim za pożywieniem. Choć, paradoksalnie, badania pokazują, że
ostatnie społeczności zbieracko-łowieckie pracują mniej od nas. To znaczy – mniej czasu poświęcają na „zarabianie na życie" (zdobywanie pożywienia, opiekę nad dziećmi, konserwację dobytku), a więcej – na odpoczynek.
Oczywiście, łowcy-zbieracze pozostają w ruchu o wiele dłużej od zalecanych nam 150 min. tygodniowo.W końcu muszą się nachodzić za jedzeniem.
M.in. dlatego, a także z powodu zdrowszej diety, nie zapadają na choroby przewlekłe, w tym na otyłość i wszelkie schorzenia układu sercowo-naczyniowego (krwionośnego).
Powinniśmy brać z nich przykład – wskazuje najnowsze badanie, którego wyniki zostały właśnie opublikowane
na łamach pisma „British Journal of Sports Medicine". Jego autorami są naukowcy z Chin, którzy sprawdzili korelację pomiędzy ilością aktywności fizycznej (mierzonej za pomocą czujników ruchu) a wydolnością oddechowo-krążeniową (tzw. VO2max, czyli maksymalnym poborem tlenu) ponad 17 tys. Brytyjczyków.
Dane dotyczące wydolności i aktywności były zbierane w latach 2013-15 i zostały zapisane w UK Biobanku – największej bazie danych medycznych na świecie. Średni wiek badanych wynosił 57 lat. Trochę ponad połowę z nich stanowiły kobiety.
Przez niemal osiem lat po badaniu wśród jego uczestników doszło do przeszło 1,2 tys. zdarzeń medycznych dotyczących układu krwionośnego: głównie migotania przedsionków serca, ale także zawałów, niewydolności serca oraz udarów mózgu. Biorąc pod uwagę inne dane zdrowotno-życiowe badanych – m.in. uzależnienie od nikotyny, spożycie alkoholu, dietę, BMI, tętno spoczynkowe oraz ciśnienie krwi – autorzy publikacji oszacowali, jak bardzo aktywność fizyczna uczestników zmniejszyła wśród nich ryzyko rozwoju choroby.
Co się okazało?
Ci badani, którzy spełniali zalecenie o 150 min. ruchu w tygodniu, zmniejszyli sobie dzięki temu ryzyko choroby ledwie o 8-9 proc. Dużo bardziej zyskali ci, którzy poświęcali na trening od 560 min. do 610 min. tygodniowo, czyli mniej więcej godzinę dziennie i to z odpoczynkiem regeneracyjnym przez jeden dzień w tygodniu. U nich ryzyko choroby układu krwionośnego spadło o ponad 30 proc., a więc znacząco.
Co więcej, badanie pokazało, że osoby będące w słabej kondycji, muszą ćwiczyć jeszcze więcej, żeby trening dał im wyraźną korzyść.
Dlaczego warto?Choroby układu sercowo-naczyniowego są obecnie największym zabójcą na świecie. Co roku z ich powodu umiera ok. 20 mln osób. Za niemal połowę zgonów z powodów sercowych
odpowiada sama choroba niedokrwienna serca.
Dbając o własne zdrowie, nie tylko pożyjemy dłużej, ale też więcej lat spędzimy w zdrowiu. I zwiększymy szansę na to, że ostatnich lat życia nie spędzimy zniedołężniali oraz tułający się po lekarzach i szpitalach. Wystarczy godzina dziennie. Choć lepiej ruszać się jeszcze więcej –
choćby rezygnując z dojeżdżania wszędzie samochodem.