Nigdy nie widziałem tylu kleszczy. Wiosną tego roku padł mój osobisty kleszczowy rekord - z września 2025 r., kiedy spędziłem kilka wspaniałych dni na jednej z wysepek Archipelagu Sztokholmskiego. Wizyta w lesie skończyła się wtedy inwazją czarnych kropek, w których rozpoznaliśmy nimfy. Dorosłe kleszcze też, oczywiście, po nas łaziły, ale je przynajmniej dość łatwo dostrzec.
Nimfy są najstraszniejsze, bo niemal niewidoczne. A jeśli już są widoczne, można je pomylić z pyłem.W tym roku najpierw opędzałem się od kleszczy w marcu –
na łące nieopodal Puszczy Białowieskiej. Trochę słońca i ok. 10 st. ciepła wystarczyło, żeby już wylazły…
Na razie wisienką na tegorocznym kleszczowym torcie był jednak wypad do warmińsko-mazurskich lasów. Tydzień temu podglądałem tam obrączkowanie bielików – na reportażyk z tego niezwykłego wydarzenia (ornitolodzy wspinają się na 20-30-metrowe drzewa!) zapraszam w najbliższy wtorek. Kleszcze towarzyszyły mi już od przyjazdu, kiedy dowiedziałem się, że wkraczam do strefy zainfekowanej.
Jak sobie z nimi radzę?Przede wszystkim
zaszczepiłem się przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu (KZM). Dawki szczepionki są trzy, szczepienie trzeba powtarzać co kilka lat, kosztuje słono, ale warto w nie zainwestować. Choć większość przypadków choroby jest łagodna, to nigdy nie wiadomo, jak na nią zareaguje właśnie nasz organizm. Znam parę osób, które ciężko przechodziły KZM.
Poza tym przed wyjściem do „strefy zainfekowanej" zakrywam się od stóp do głowy i spryskuję się repelentami. Po powrocie otrzepuję ubranie, a potem je zmieniam. Oglądam się – zaglądając w każdy zakamarek (podczas obrączkowania bielików usłyszałem historię o kleszczu wbitym w penis) – i biorę prysznic. Uf, co za ulga.
Zabezpieczyliśmy też Kota. Weterynarze oferują trzy środki ochrony zwierząt domowych: pigułkę, „kropelkę" i obrożę. Wszystkie zawierają substancje trujące dla bezkręgowców, nie tylko kleszczy, ale także pcheł czy wszy. Właściwy wybór jest ważny, bo u każdego kota albo psa może pomóc coś innego. U nas najlepiej się sprawdza obroża.
Co zrobić, jeśli zostaliśmy ukąszeni?
Wbitego kleszcza należy wyjąć tak, żeby nie ścisnąć mu tułowia – zaprojektowano do tego specjalne, choć proste narzędzia. Nie chcemy w końcu, żeby pajęczak wyrzygał nam do krwi całą zawartość swoich wnętrzności! Miejsce wkłucia musimy zdezynfekować.
Tym bardziej na siebie uważajmy. Nie popadajmy jednak w panikę, nie dajmy się fobii. Po prostu podejdźmy do kleszczowego zagrożenia poważnie i praktycznie. To kolejne niebezpieczeństwo, które musimy w życiu wziąć pod uwagę.