Gdy Mateusz Morawiecki w 2013 roku mówił o “zapier*alaniu za miskę ryżu”, rozumiałem to jako metaforę. Wulgarną i klasistowską, ale jednak.
I pewnie wtedy tak było, ale słowa byłego premiera zadzwoniły mi w uszach znowu, gdy przyszły do mnie recepcjonistki znanej sieci salonów masażu.
Proszę powiedzieć masażystkom, że nie dostaną ryżu, dopóki nie posprzątają - przekazała im kierowniczka.
Ryż jest bowiem częścią wypłaty, którą swoim masażystkom wręcza Tomasz Plebaniak, prezes sieci Thai Bali Spa, lidera w branży z 31 salonami w samej Warszawie i okolicy. Deklaratywnie: to uosobienie luksusu pod złotym szyldem, który promują największe nazwiska polskiego celebrytariatu, jak Joanna Opozda, Krzysztof Ibisz czy Małgorzata Rozenek-Majdan.
W praktyce: miejsce, w którym masażystki z Azji traktowane są jak niewolnice. Zaniżone wypłaty otrzymują z ponad tygodniowym opóźnieniem, mieszkają w piwnicach, na zapleczach salonów.
Maja pokazuje mi nagranie. W lokalu za drewnianymi drzwiami z numerem "13" znajdują się schody obdarte z czerwonej farby, które prowadzą do piwnicy. Na wprost malutka sypialnia bez okien, po drugiej stronie korytarza niewielka kuchnia z kuchenką turystyczną, rozdzielnie na ścianach. Na podłodze pochłaniacz wilgoci, bo chwilę wcześniej piwnica była zalana.
To relacja z flagowego salonu na Nowym Świecie. Choć pasuje tu bardziej “stary świat”, bo nie mogę uwierzyć, że tak kolonialny wyzysk ma jeszcze miejsce w XXI-wiecznej Polsce.
Temat tego reportażu trafił do mnie w najbardziej wdzięczny dziennikarsko sposób. Przynieśli go ludzie, którzy przeczytali mój styczniowy tekst o psie Tomasza Plebaniaka, który zagryza inne zwierzęta na osiedlu. Pod nagraniem, dokumentującym jedną z takich sytuacji, przeczytałem komentarz: Plebaniak nie tylko psy, ale i ludzi źle traktuje. Sprawdziłem to i uwierzyłem.