Od czasu do czasu wracałem jednak do "Lady Pank", bo uważam, że to płyta bez słabych piosenek. W 1983 roku w Polsce brzmiała jak wielki świat, a
teksty Mogielnickiego mistrzowsko równoważyły to, co aktualne, z tym, co uniwersalne. Jeden hit, nawet dwa, każdemu mogą się trafić – to często raczej kwestia szczęścia niż talentu. Ale jak ktoś pisze tyle piosenek słuchanych i śpiewanych przez pokolenia, musi coś potrafić.
Uważam, że Lady Pank nigdy później nie nagrali lepszej płyty niż ta debiutancka. Być może zabrakło skupienia i determinacji, bo zdarzało im się za dobrze bawić, obstawiałbym jednak, że źródełko inspiracji wyschło na jakiś czas przede wszystkim przez jego nieumiejętną, grabieżczą eksploatację.
Od 1983 do 1986 roku
zespół Borysewicza nagrał i wydał pięć dużych albumów, zagrał niezliczone koncerty, a do tego niepotrzebnie trwonił energię na próby podboju Zachodu bez przygotowania. Nic dziwnego, że kiedy Lady Pank byli na szczycie, rozsypał się skład grupy – bo kto by to wytrzymał? A po reaktywacji to już był inny zespół, energii i bezczelności debiutu nie dało się powtórzyć.
Raz na jakiś czas Lady Pank przypominali o sobie nowym hitem, który wciągał w ich orbitę kolejne pokolenia fanów. Jedni przychodzili, inni odchodzili, wielu z zespołem zostało na zawsze, dlatego swój jubileusz Lady Pank świętować mogą w tak ogromnych halach jak krakowska Tauron Arena.
Jak bawiłem się na jubileuszowym koncercie Lady Pank?
Relacja na wyborcza.pl.