Moja przyjaciółka od kilku dni ma silny ból zęba w wyniku leczenia stomatologicznego. Dwa dni temu wysłała mi zdjęcie swojego psa leżącego z nią w łóżku z podpisem: „Już lepiej, spałam. Portos cały czas ze mną". To była odpowiedź na pytanie, jak się czuje.
Zwierzęta, a zwłaszcza psy, potrafią zadziwiająco dobrze wyczuwać stan naszego organizmu. Gdy jesteśmy zestresowani albo przestraszeni, nasze ciało zaczyna wydzielać hormony stresu, takie jak kortyzol i adrenalina, a psy potrafią to natychmiast wychwycić. Pomaga im w tym także to, że w stresie przyspiesza tętno, zmienia się krążenie krwi i skóra uwalnia więcej lotnych związków zapachowych.
Nie ma sensu maskować swoich uczuć przed psem. Jego węchu nie da się oszukać. Zresztą wielu z nas instynktownie z tego korzysta. To właśnie przy swoich pupilach najłatwiej pozwalamy sobie na słabość. Partner może nie zauważyć, że coś jest nie tak. Pies zrobi to zawsze.
Pytanie, czy potrafimy się za to odwdzięczyć. Czy umiemy w porę rozpoznać cierpienie u naszych zwierzęcych towarzyszy?
Pies choruje czasami po cichu
Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „PLOS One" sugeruje, że z rozpoznawaniem bólu u psów radzimy sobie raczej kiepsko. Wielu opiekunów nie potrafi trafnie odczytać, że ich pupil cierpi. Być może wynika to z tego, że ludzie, inaczej niż wiele innych gatunków, polegają przede wszystkim na wzroku, a nie na węchu.
Często zakładamy więc, że zwierzę odczuwające ból będzie wyraźnie to okazywać, skomleć, zdradzać jednoznaczne objawy fizyczne. Tymczasem nie zawsze tak jest. Psy potrafią maskować cierpienie, co ma związek z mechanizmami przetrwania. Niekiedy oznaki choroby czy bólu ujawniają się jedynie w postaci subtelnych zmian zachowania. Co więcej, część badań wskazuje też, że nasza zdolność do odczytywania psich emocji zależy także od własnego nastroju. Innymi słowy, bywa, że bardziej widzimy w psie siebie niż to, co naprawdę przeżywa zwierzę.
Najłatwiej rozpoznajemy u czworonogów podstawowe stany emocjonalne, takie jak strach, gniew czy radość. Znacznie gorzej idzie nam interpretowanie bardziej złożonych stanów, takich jak ból, lęk czy frustracja.
W nowym badaniu naukowcy z Holandii sprawdzili, jak dobrze ludzie rozpoznają oznaki bólu u psów. Posłużyli się internetową ankietą, którą wypełniło 530 opiekunów psów oraz 117 osób, które psa nie mają. Uczestnicy dostali listę 17 zachowań, takich jak choćby ziewanie, i mieli ocenić, czy mogą one świadczyć o bólu. Odpowiadali na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia.
Respondenci najczęściej łączyli cierpienie psa z objawami najbardziej stereotypowymi i łatwo rozpoznawalnymi. Subtelne sygnały często ignorowali albo błędnie interpretowali, uznając je za coś normalnego lub co najwyżej za przejaw lekkiego stresu.
Opiekun nie może polegać na intuicji
Uczestnicy badania mieli też ocenić poziom bólu u psów w kilku przykładowych sytuacjach. Można je sprowadzić do trzech kategorii:
- psów wyraźnie cierpiących, na przykład kulejących,
- psów z bardziej subtelnymi objawami, takimi jak zmiany zachowania,
- oraz psów zdrowych.
W tej części badania opiekunowie psów lepiej radzili sobie z rozpoznawaniem bólu wtedy, gdy sygnały były oczywiste, przede wszystkim gdy chodziło o problemy z poruszaniem się. Pod tym względem wypadali lepiej niż osoby, które psa nie mają. Gdy jednak objawy były subtelne, przewaga znikała.
To prowadzi do dość niewygodnego wniosku. Badacze stwierdzili, że sam fakt posiadania psa nie oznacza jeszcze, że potrafimy trafnie rozpoznać jego cierpienie.
Intuicja bywa zawodna nawet wobec tych, których, jak nam się wydaje, znamy najlepiej.
Warto więc zachować czujność, gdy pies nagle bardziej niż zwykle szuka naszego kontaktu, uporczywie się wylizuje, inaczej układa uszy albo zmienia się wygląd i faktura jego sierści. To mogą być drobne sygnały, że dzieje się coś złego. Na co jeszcze zwracać uwagę, gdy pies choruje? Przeczytasz w poradniku „Wyborczej".