Pierwszy raz starszą kobietą poczułam się parę lat przed czterdziestką. W towarzystwie ludzi młodszych ode mnie prawie o dekadę wspomniałam o czymś z lat 90., piosence czy reklamie, której nie kojarzyli. – Pamiętaj, że jesteś od nas dużo starsza – wypomniała mi jedna z tych osób. Ukłuło mnie to.
Niby od dziecka wiemy, że zegar kręci się tylko w jedną stronę, po siódmych urodzinach rodzice wyprawiają nam ósme, a jednak dość długo łudzimy się, że lata się przestaną dodawać. Szukamy potwierdzeń, że nam się udało. Bo wciąż mieścimy się w dżinsy, w których chodziliśmy w liceum, bo potrafimy zarwać dwie noce z rzędu, bo pani z Żabki zapytała o dowód, gdy kupowaliśmy piwo, bo nie pamiętamy reklam, które pamiętają ludzie kilka lat od nas starsi.
I nagle to się kończy. Ludzie niewiele młodsi zaczynają w nas widzieć osoby dużo od nich starsze. Krzywią się na nasze opowieści.
Filozofka Karolina Lewestam napisała książkę o kobietach w średnim wieku. Dzięki nim świat trzyma się kupy, to one opiekują się dziećmi i rodzicami, wykonują niewidzialną pracę emocjonalną. A jednocześnie „stara baba to jest osoba, której społeczeństwo stara się programowo nie zauważać". Dlaczego? „Spojrzenie na starsze kobiety zmusza nas do myślenia, że jesteśmy śmiertelni" – mówi autorka w rozmowie z Agatą Pyzik.
Nie czekam, aż zostanę "seniorką"
W końcu postanowiłam zostać "starszą kobietą" świadomie. Kilka lat temu trenerka w klubie fitness poleciła mi wieczorne treningi. – Poranne są raczej dla seniorek – dodała, nie określając, w jakiej chwili nieseniorka zmienia się w swoje przeciwieństwo. Przestraszyłam się, że ten moment przegapię. Przybędę z kilkuletnim opóźnieniem. Nie dogonię grupy. A poza tym wieczorne zajęcia nie zawsze mi pasowały. Ahoj, przygodo – dołączyłam do grupy seniorek.
Choć seniorka brzmi zbyt technicznie, jak uczestniczka programów wsparcia, kolorowych marszów z okazji Dnia Seniora, wpasowana w społeczne oczekiwania. Już wolę starą babę – brzmi chwacko, żyje na własnych warunkach.
Po treningu w szatni słychać komentarze: „To były najlepsze zajęcia". I tak z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, ćwiczenia są coraz wspanialsze. Uwielbiam ten entuzjazm. Gdy jedni pielęgnują swoje wewnętrzne dziecko, ja cieszę się swoją wewnętrzną starą babą. Nie mam zresztą pojęcia, ile lat mają uczestniczki zajęć, ale biorąc pod uwagę to, jak ćwiczą, stwierdzam, że nie ma to żadnego znaczenia.
Nie ma sensu tęsknota za sobą dwudziestoletnią. – Najważniejszy czas jest teraz – mówi Annie Kalicie Anna Seniuk, bohaterka okładkowej rozmowy. Aktorka angażuje się w nowe projekty, uczy się długich tekstów, pamiętać musi sporo. I czasem – także w trakcie tego wywiadu – zapomina o jednym: o tym, ile ma lat.