Środa, 25 marca 2026 r.

Natalia Waloch
dziennikarka Wysokich Obcasów



W 2012 r. byłam bezdzietna i dopiero przymierzałam się do założenia rodziny. Pracowałam w toruńskiej Gazecie Wyborczej i pisałam o proteście rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, którzy, zdesperowani, postanowili narobić polskiemu rządowi wstydu w czasie rozgrywanego u nas Euro. Na czele niewielkiej grupki stała Iwona Hartwich, matka Jakuba, wówczas 17-letniego, który z powodu porażenia mózgowego musiał jeździć na wózku. Poznałam Hartwich nieco wcześniej: wraz z innymi rodzicami w podobnej sytuacji blokowali przejście dla pieszych przy toruńskim moście, by jakoś zwrócić na siebie uwagę rządzących. Hartwich opowiadała historie o matkach, które chciały podejmować głodówkę, by potrząsnąć politykami i o takich, które chciały popełnić samobójstwo, bo nie były w stanie funkcjonować zostawione same sobie z ciężko i nieuleczalnie chorymi dziećmi.

W 2018 r. miałam pięcioletniego syna i roczną córkę. Pracowałam już w Wysokich Obcasach, gdzie pisałyśmy - ja i moje redakcyjne koleżanki - o 40-dniowym proteście opiekunów oraz osób niepełnosprawnych. Protestowi przewodziła Iwona Hartwich, w Sejmie był też jej 24-letni już syn Jakub. Zrozpaczeni matki i ojcowie próbowali unaocznić rządzącym, jak wygląda ich życie. W skrócie: jedna bitwa po drugiej bez nadziei, że walka kiedykolwiek się skończy. Przez 40 dni ludzie ci byli pomiatani przez polityków rządzącej koalicji. Protest był przełomem o tyle, że temat warunków życia OzN (osób z niepełnosprawnościami) oraz ich opiekunów stał się wreszcie częścią publicznej debaty i w sposób bezprecedensowy skokowo wzrosła społeczna świadomość tego, że matki i ojcowie takich dzieci muszą rezygnować z pracy, bo muszą ich do tego system, że chorujący potrzebują asystencji osobistej, wreszcie, że państwo musi mieć plan, jak zapewnić godne życie osobom niesamodzielnym, kiedy ich rodzice umrą. W kolejnych wyborach Iwona Hartwich uzyskala mandat poselski.

Kilka dni temu trafiam na podcast z Agnieszką Szpilą, pisarką i matką bliźniaczek Mileny i Heleny oraz Jagody. Po raz pierwszy “Wysokie Obcasy” rozmawiają ze Szpilą w 2015 r., kiedy bliźniaczki mają osiem lat. Matka opowiada o trudach wychowywania dzieci z niepełnosprawnościami. Jagody nie ma jeszcze na świecie. Rozmawiamy z nią jeszcze wielokrotnie, np. w 2020 r. o tym, że w Polsce rodzina taka jak jej nie ma znikąd pomocy, bo nie jest w stanie dostać się z Mileną i Heleną do psychiatry. Dziewczynki mają po 13 lat, nie komunikują się werbalnie, a do tego obie mają znaczną niepełnosprawność intelektualną, więc kiedy coś idzie nie po ich myśli, reagują złością. Niekiedy agresją. Szpila opowiada nam wtedy, jak córki potrafią ją bić, jak w domu lecą czasem szyby, jak córka ugryzła ją w policzek. Powinna być z nimi na wizycie u psychiatry raz na miesiąc. Oczywiście jest to fikcja.
Dwa lata później, rok 2022 r. Szpila pisze tekst o tym, jak musi oszukiwać państwo, by jako tako funkcjonować i obronić swoją tożsamość pisarki: podpisuje umowy na obcych ludzi, żeby móc wydać książkę, bo według prawa, jeśli cokolwiek zarobi, straci zasiłek na bliźniaczki. W rozmowie z Obcasami opowiada o chaosie, jakim jest jej życie. O tym, że córki powyrywały wszystkie kontakty w domu, połamały w drzazgi ukochane biurko, przy którym pisała książki. Żeby w ogóle jeszcze pisać, Szpila wstaje o pierwszej w nocy, bierze prysznic na rozbudzenie i pisze pod kołdrą do 3:30.

Marcowy weekend 2026 r. Mój syn ma 12, córka 9 lat. Trafiam na podcast z Agnieszką Szpilą, której córki są już dorosłe, acz wciąż całkowicie zależne od rodziny. Pisarka mówi o całkowicie zniszczonym życiu osobistym jej i męża: “My nie mamy już życia, my ze sobą nie mamy seksu od trzech lat, my nic ze sobą nie mamy, my nawet już ze sobą nie rozmawiamy, bo jak rozmawiamy, to tylko warczymy, bo jesteśmy tak wykończeni przez to państwo. Przez to, że ono nas w niczym nie wyręczyło.” I jeszcze: “Moje małżeństwo jest fikcyjne, bo my z mężem nie mamy czasu na to, żeby mieć ze sobą jakąkolwiek bliskość, bo wszystko się sprowadza do obsługi starszych dziewczyn, do tego, żeby cały nasz system rodzinny mógł pojechać, żeby dziewczyny były szczęśliwe”. Dalej Agnieszka Szpila, pisarka, aktywistka, publicystka opowiada, jak to wymyśliła, że - cytuję - “sprzeda się”, czyli rozwiedzie się z mężem, z którym i tak nie ma już normalnego życia, i znajdzie sobie takiego, który za kasę uratuje ją i jej córki: “Ja, feministka, doszłam do momentu, w którym uprawiam na sobie jakąś XIX-wieczną myśl, że zapłacę temu człowiekowi z Belgii czy Holandii, on mnie poślubi i dzięki temu będę miała tam u niego adres z moimi dziećmi i one wejdą w struktury innego państwa, w którym dostaną tak zwane niezależne życie, supported living, czyli asystencję i dożywotnią gwarancję swojej niezależności, czyli mieszkanie wspomagane, pakiet medyczny, tego typu rzeczy. Chcę zapłacić za to, żeby wywieźć z tego patologicznego kraju swoje córki, żeby zapewnić im godne życie”
Chciałabym z tego miejsca zapytać: serio, Polsko?
Polsko 2026 roku?
Polsko, która wysłałaś w kosmos swojego astronautę wraz pierogami?
Polsko, szczycąca się, że ma kolejnego noblistę, bo o nasze obywatelstwo wystąpił biolog molekularny Victor Ambros?
Polsko, 20. gospodarko świata?
Kiedy, Polsko, przestanę się za ciebie wstydzić?

POLECAMY

Szkoły prywatne: nie przyjmujemy dzieci z orzeczeniami. Prawnik: jawna dyskryminacja
Mama 7-letniego Olka od kilku lat była przekonana, że jej dziecko - pójdzie do szkoły prywatnej. Ma orzeczenie. Ale właśnie ten fakt okazał się dla wielu warszawskich szkół nie do zaakceptowania. Zdyskwalifikowano je już na starcie.
CZYTAJ WIĘCEJ

NASTOLATKI

SPOŁECZEŃSTWO

REKOMENDACJE DLA CIEBIE