- Wywiesiłem kartkę u siebie w bloku, że chętnie przyjmę butelki, jeśli ktoś ma nadmiar. I sąsiedzi przynoszą. Do śmietnika też zaglądam - przyznaje pan Jerzy, emeryt z Gdańska.
Gdy bierzemy kredyt, ktoś z tajemniczą miną stuka długo w klawiaturę: ręka w górę, kto wie, co tam się odbywa. Bo przecież bankier nie pozwoli nam podglądać.