Jaki SAFE będzie lepszy dla Polski?
Nie cichnie dyskusja o tym, w jaki sposób, za czyje pieniądze i gdzie robić zakupy uzbrojenia, które unowocześnią Wojsko Polskie. Nie jest to jednak dyskurs wyłącznie o tym, na ile polski przemysł zbrojeniowy skorzysta na wydatkach liczonych w dziesiątkach miliardów euro (czy – jak woleliby politycy opozycji razem z Karolem Nawrockim i Adamem Glapińskim – polskich złotych) i jak te inwestycje przełożą się na zwiększenie bezpieczeństwa kraju. Ani o tym, czy prezydent przyjętą przez Sejm ustawę o SAFE podpisze czy zawetuje.
Chociaż bez względu na to, jaką decyzję podejmie w tej sprawie (może dowiemy się o tym już dziś po 20., w trakcie prezydenckiego orędzia), już osiągnął wiele. Przynajmniej politycznie. „Na polu przekonywania Polaków, że może zrobić więcej, niż rzeczywiście może, Karol Nawrocki ws. SAFE osiągnął już sukces, który przy okazji jest też sukcesem PiS” – podkreśla publicysta „Rzeczpospolitej” Artur Bartkiewicz. Otoczeniu prezydenta udało się bowiem wykreować wrażenie, że debata toczy się wokół zawetowania lub nie unijnego programu SAFE, a nie tylko ustawy ułatwiającej Polsce wykorzystanie tych pieniędzy.
W spotęgowaniu wrażenia sprawczości Nawrockiego pomogło przedstawienie przez Kancelarię Prezydenta projektu ustawy o „polskim SAFE 0 proc.”. I chociaż widać, że projekt pisany był w pośpiechu, a przełomowych propozycji raczej w nim nie znajdziemy, spełnił już swoje zadanie. „Prezydencka ustawa o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych nie jest projektem wzmocnienia obronności – jest projektem wzmocnienia prezydentury, realizowanym za cudze pieniądze, na cudze ryzyko i kosztem już istniejących instrumentów” – ocenia z kolei na naszych łamach Marek Kutarba.