Wtorek, 3 marca 2026

 Agnieszka Urazińska
Dziennikarka 


"Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz" - musiałam to słyszeć nie raz, a może nawet ktoś mi tak napisał w pamiętniku, ilustrując wpis własnoręcznym rysunkiem. Brzmi nam to, dorosłym, w głowach, choć życie uczy, że satysfakcja, dostatek i tytuły przypadają w udziale niekoniecznie tym, którzy dzieciństwo i młodość spędzali z nosem w książce. Życie uczy, że doskonałe oceny, przywilej noszenia "wzorowego ucznia" na fartuszku (tak, tak, były takie czasy) i świadectwo "z paskiem" to nie jest ani gwarancja sukcesu, ani nawet, po latach, powód do dumy. Niby coraz częściej mówimy sobie, że nie tędy droga. A w czerwcu, gdy przez internet niezmiennie przetacza się fala wpisów dumnych rodziców ze zdjęciami tych wymarzonych świadectw z wyróżnieniem, jednocześnie wzbiera też druga fala - głosów pełnych przygany i oburzenia, że nie wypada chwalić się nie swoim sukcesem, a w ogóle takie wpisy to obciach. Psychologowie powtarzają do znudzenia, że wywieranie presji, że ocenoza, że nie należy przeliczać wartości dziecka na stopnie. Wszystko na nic.  
Na grupie rodzicielskiej w mediach społecznościowych nie sposób doprawdy przeoczyć momentu, gdy pojawiają się oceny z ważnej klasówki. Ważnej? Każda jest ważna. Tak przynajmniej wynika z emocji rodziców (a właściwie matek, bo ojcowie jakoś się nie emocjonują). "Co macie z matmy?", "Moja znów kiepsko", "Może jakieś korki, to będzie słabo" - klikają kolejne wpisy. Chcąc nie chcąc rzucam, co robiłam i sprawdzam w czeluściach dziennika elektronicznego, jaki dziecko będzie miało dzisiaj humor. 
Bo humor dziecka zależy od ocen bardziej niż by chcieli ci, którzy piszą, że ocenoza nie jest fajna i przeliczać wartości na stopnie nie wolno. "Pół punktu więcej i byłaby piątka" - wzdycha znajoma nastolatka. "Pani przesadziła, bo co tydzień sprawdzian z biologii robi" - martwi się szóstoklasista i nie sposób go przekonać, że nie musi z każdego przynosić dobrych ocen. "Średnią zepsułam" - słyszałam w tym roku więcej razy niż powinnam. 
Bo dzieci liczą średnie ważone i arytmetyczne, porównują, oceniają. "Martyna to ma dobrze, bo za każdą piątkę dostaje dziesięć złotych" - wyznała niedawno moja córka. Następnego dnia było jeszcze lepiej: "Julka dostanie Iphone'a, jak jej wyjdzie "pięć zero" na koniec roku". 
Jak teraz słuchać ekspertów, którzy radzą, żeby powtarzać - i małym i dużym: "Jesteś wystarczająca"? Wystarczająca od średniej 4,5 w górę, czy może trzeba więcej? Wiem, potrzebujemy definicji sukcesu. Lubimy wiedzieć, odkąd dokąd. Możemy do upojenia słuchać i czytać, jak mądrze i zdrowo wychowywać dzieci. Ale ocenoza siedzi mocno, pruska szkoła ma się świetnie, a dzienniki elektroniczne i rodzicielskie grupy w socialach działają skuteczniej niż mocna kawa. 
 
.

POLECAMY

Rozwój chłopców może bardziej ucierpieć przez ekrany niż rozwój dziewczynek. Tracą życie społeczne
Co sprawia, że dyskutujemy nad pomysłem odgórnego ograniczenia portali społecznościowych, ale nad ograniczeniem gier już nie? Chłopcom dajemy więcej wolności, a dziewczynki ograniczamy?
CZYTAJ WIĘCEJ

NASTOLATKI

 TECHNOLOGIA

REKOMENDACJE DLA CIEBIE