Dzień dobry, Najdotkliwiej widać to jednak tam, gdzie liczyć powinny się nie KPI, lecz współczucie i odpowiedzialność. Historie Sobolewa, Bytomia, Płocka czy Wągrodna pokazują, jak łatwo „opieka” zamienia się w usługę odpadową, a żywe istoty – w pozycje kosztowe. Gminy rozliczają zwierzęta na „sztuki”, urzędy „rzucają okiem”. Kiedy system premiuje najniższą cenę i „wydajność utylizacji”, patologie nie są odchyleniem – są normą. Potrzebny jest inny model: pełna odpowiedzialność gmin za bezdomne zwierzęta aż do momentu pełnej adopcji, przejrzysta ewidencja, lokalne domy tymczasowe, standardy jak w ochronie zdrowia – i kontrola, która ma zęby, a nie pieczątkę. Paradoksalnie, najrozsądniejszą odpowiedź na tę epokę tabelek dają naukowczynie z UJ. Ich projekt od początku nie był walką o cud terapeutyk na glejaka, ale poszukiwaniem nowej drogi podania znanego leku. Setki godzin w laboratorium dały efekt. Dzięki ich pracy lek działa mniej toksycznie na zdrowe komórki i dociera dokładnie tam, gdzie trzeba. To lekcja dla polityki i gospodarki: nie zawsze potrzebujemy „większej dawki siły” – częściej potrzebujemy mądrzejszego dostarczenia. |
|