PiS czeka polityczna wojna
W micie o wonie trojańskiej było tak. Pewna złośliwa bogini nie została zaproszona na ślub i wesele. W zemście rzuciła na stół weselny złote jabłko z napisem Kallisti – „dla najpiękniejszej”. Po owoc wyciągnęły dłonie trzy piękne mieszkanki Olimpu, ale żadnej nie udało się go złapać. Awanturze chciał zapobiec Zeus, powierzając rozstrzygnięcie sporu księciu Parysowi. Ten wybrał Afrodytę i wiemy co było dalej. Nagroda w postaci ręki zamężnej Heleny, porwanie królowej ze Sparty i finał w postaci wojny, która obróciła gród taty Parysa – Troję – w ruinę.
W naszej polskiej historii złośliwą Erynią jest Jarosław Kaczyński, a jabłkiem teka premiera. Oto więc prezes rzuca jabłko, zaznaczając, że sam już wybrał „najpiękniejszą”. Na dodatek zaznacza, że do kręgu najpiękniejszych nie należy – o zgrozo – wieloletni premier Mateusz Morawiecki.
Z mitu wiemy jak musi skończyć się ta awantura. Bez wątpienia wojna, choć może krótsza, niż dziesięcioletnie zmagania pod Troją. Trup będzie się jednak ścielił gęsto, krew lała strumieniami, a powietrze będzie aż gęste od latających strzał, furgoczących włóczni, jęków rannych i rzężenia umierających. Pierwszy z pola bitwy zejdzie Morawiecki. Opuści PiS, bo po co, dysponując realna siłą, miałby zostać w partii, która zamyka mu drzwi do premierostwa? Ale to nie poprawi sytuacji. Po dezercji Morawieckiego zacznie się prawdziwa wojna diadochów o sukcesję. Staną naprzeciw siebie Patryk Jaki, Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, na koniec – najwierniejszy z wiernych Mariusz Błaszczak. Kto wygra? Tego nie wiemy. Ktoś na pewno. Tyle, że wskutek tej bratobójczej wojny Troja się ostanie. A Priam w osobie Tuska się obroni. Czy tego chce Erynia z Żoliborza? Naprawdę nie wiem. Ale ważne, że spektakl będzie przedni. Czytajcie Rzeczpospolitą, czytajcie rp.pl.