|
Zarabiam 4200 zł średnio. 4,64 miesiąca muszę pracować na kawałek podłogi pod łózko. Oczywiście zakładając, że będę odkładał całą możliwą pensje na konto, inflacja tego nie zje, nieruchomości nie podrożeją, nie będę jeść, pić, i ogólnie nie będę potrzebował już teraz jakiegoś miejsca do spania.
W taki sposób nie da się kupić własnej chaty. Ktoś powie HIPOTEKA. No z hipoteką to się robi 470000zł do oddania, a to przy 40m2 mieszkaniu daje mi cenę 11750zł za m2. Czyli 35250zł za miejsce pod łóżko, a to tylko 8,4 miesiąca pracy.
Ktoś powie, to czemu nie wyjedziesz za granicę? A bo przez kłopoty zdrowotne nie nadaję się do pracy fizycznej. To czemu nie pracujesz umysłowo? Bo biedacka rodzina po szkole średniej kopnęła mnie w dupę i kazała iść do roboty, bo starzy sami siebie ledwo utrzymywali, i tylko dzięki zapomogą państwowym, nie poumierali z głodu.
Ale, ale, ale...
Milenialsi wyjeżdżali za granicę, tam pracowali i kupowali mieszkania za gotówkę...
No fakt, tak było. Ale co by było gdyby... była blokada na wyjazd?
No bo dziś przykładowo już się to tak nie opłaca jak kiedyś, zatarła się różnica w zarobkach, owszem nadal jest na zachodzie lepiej, ale to nie jest już taka przebitka jak wcześniej.
Pokolenie milenialsów by chyba dzisiaj dalej mieszkało u starych, bo Polaka nie byłoby stać na własny kwadrat, gdyby nie przywiezienie hajsu zza granicy
Rynek mieszkaniowy zawsze był p----------y, tylko kiedyś był zawór bezpieczeństwa, w postaci możliwości wyjazdu za granicę, położenia się w obozie pracy na pryczy, odbyciu kary 3 lat ciężkich robót i przywiezienia pitosu do kraju. Dziś kara jest cięższa, z 3 lat spokojnie robi się 7-12 w zależności od lokalnych cen nieruchów.
No, ale za to mamy telefony i netflixa w nich...
Widzicie jak mamy łatwo? Milenialsi tego nie mieli!
|