|
Co by to niby miało zmienić? Wszyscy zostaliby pracownikami biurowymi? Czy po prostu przeciętna kasjerka miałaby teraz kilka fakultetów, a inżynier kształciłby się do 40 roku życia, żeby w ogóle wejść na rynek pracy?
Jeżeli natomiast ta złośliwa "porada" jest kierowana do jednostki, to w skali systemu dalej niczego nie zmienia, bo ostatecznie jedynie zamienia osoby miejscami. Jeżeli ktoś tak rozumuje, to prawdopodobnie rozwiązanie jakiegokolwiek problemu postrzega jedynie w formie przerzucenia go na inną osobę, co jest dość typowym przejawem wschodniej mentalności prowadzącym do społecznej degeneracji.
|