Znam paru majstrów, którzy zarządzali swoimi ekipami robotników w oryginalny sposób: gdy ktoś mówił, że coś jest niemożliwe, podwijali rękawy i udowadniali własnoręcznie, że się da. Z czasem zespół dzielił się na ludzi, którzy nie mówili, że się nie da - i znajdujących się poza zespołem.
Wśród białych kołnierzyków było trudniej - bo koszt pojedynczego udowodnienia był za wysoki i menedżerowie zbyt często słyszeli, że się nie da. Robienie w ten sposób powodowałoby w większości zespołów, że menedżerowie nic innego by nie robili - poza wykonywaniem pracy za innych.
A teraz nastała adopcja dużych modeli językowych. Zaczynam obserwować menedżerów, którzy postępują jak majstrowie. AI zabija wiele wymówek.
Handlowiec nie spędza godziny na przeklikiwaniu raportów w CRM-ie, którego nikt go nie nauczył. Zadaje jedno pytanie LLMowi i od razu widzi to, czego potrzebuje.
Marketer nie pisze newslettera, którego nikt nie chce czytać, tylko zleca AI przeanalizowanie Open Rate 100 ostatnich kampanii mailowych. Na podstawie wniosków generuje nowy tekst, który konwertuje jak najlepsze dotąd.
W firmach przestają toczyć się dyskusje spod znaku "jak idzie", bo widać - odpowiedni raport generuje się co rano.
Ale nie wszędzie. Ba, choć na Linkedin każdy przeszedł już transformację AI, to w zdecydowanej większości firm to jeszcze nie miało miejsca.
O tym, jak dowozić 2x więcej małym zespołem dzięki AI, opowiemy z Michałem Budniakiem na bezpłatnym szkoleniu już jutro.
A dokładniej: