Sukcesja tam, sukcesja tu
Śmierć króla zawsze prowokuje do podniesienia hasła: „umarł król, niech żyje król”. Po śmierci króla Haralda V Norwegia wita nowego monarchę. Dla tabloidów to duże „story”, a dla nas? Chyba niewielkie. Z szacunkiem dla narodu norweskiego, sukcesja nad fiordami niewiele zmieni w Europie i globalnej polityce. Życzymy więc nowemu królowi Haakonowi dużo szczęścia i stu lat panowania, ale wracamy do sprawy ważniejszej, czyli politycznej sukcesji nad Wisłą.
Jak wiadomo, jesienią 2027 roku, czyli całkiem niedługo, polskie wybory. I zasadnicze pytanie, czy liberałów zastąpi prawica? I kto zasiądzie na republikańskim „tronie” po premierze Tusku? Może ktoś z drugiej strony, choć nie można wykluczyć, że Tusk będzie trwał w swojej roli niewzruszenie. Jak to zrobić, kiedy sondaże nieubłaganie promują prawicę? Ano da się, a ścieżkę wskazał sondaż dla „Super Expressu”. Jeśli liberałowie poszliby do wyborów z jedną listą, to może się to udać.
Czy możliwa jest wspólna lista prawicy? Piszący te słowa szczerze w to wątpi. Dużo łatwiejsze jest takie porozumienie po stronie rządzącej koalicji. Dlaczego? Bo łatwiej bronić tego, co można stracić, niż walczyć o to, co można zyskać. Obrońcy – co pięknie dokumentuje historia – jeśli bronią się z głową, zawsze mają przewagę. Donald Tusk potwierdził to zresztą na kampusie w Olsztynie: władzy dobrowolnie nie odda. Czeka nas fascynująca jesień i kilkanaście kolejnych miesięcy. Czytajcie „Rzeczpospolitą”, czytajcie rp.pl. Bogusław Chrabota.