Gorące krzesła
Judit Polgar, wybitna węgierska szachistka, nie przyjęła propozycji Pétera Magyara, który chciał, aby objęła urząd prezydenta Węgier. Węgierski politolog Gabor Torok ocenił, że jest to pierwsza porażka nowego rządu, po odsunięciu 12 kwietnia od władzy Fideszu i Viktora Orbána.
Również prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski szuka mocnego kandydata na kluczowe stanowisko, w tym przypadku na nowego dowódcę ukraińskiej armii. Zbuntowana ulica dała mu czas do piątku. Protestujący oraz część dowódców liniowych oddziałów uważają, że generał Ołeksandr Syrski odpowiedzialny jest za hamowanie zmian technologicznych w armii i częściowo za korupcję. O ile jednak Magyarowi poszło gładko i prezydent Tamás Sulyok, nominat Viktora Orbána, podpisał poprawkę do konstytucji, skracając swoją kadencję, Zełenski jest w kropce. Bo wolałby Syrskiego, to jego człowiek, i wolałby go nie odwoływać.
W Polsce Jarosław Kaczyński też nie chciałby wyrzucać z PiS byłego premiera Mateusza Morawieckiego, ale być może będzie musiał to zrobić. Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński porównuje rozłam w PiS do schizmy w Kościele i ekskomuniki dla lefebrystów. Morawiecki wyraźnie wskazuje w swym najnowszym oświadczeniu, że to on i jego ludzie są prawdziwym PiS-em, podobnie jak lefebryści uważają się za prawdziwy kościół. Bez względu na to, co się stanie po upłynięciu terminu ultimatum Kaczyńskiego dla Morawieckiego, rozłam w partii jest już faktem.