|
Ekspertka. 12 lat doświadczenia. Konsultantka w dużej firmie doradczej, potem na swoim.
Publikuje na LinkedInie od dwóch lat. 8 tysięcy obserwujących. Regularne posty. Komentarze pod każdym. Ludzie piszą „świetny content", „inspirujące", „dziękuję za tę perspektywę".
Klientów z LinkedIna? Zero.
Nie prawie zero.
Zero.
Nie ma to najmniejszego sensu - a jednocześnie widzę to co miesiąc na discovery callach.
Oto o co chodzi…
Większość ekspertów myśli, że LinkedIn to jest content.
Że jeśli będą pisać regularnie, dobrze, mądrze - klient sam się znajdzie.
Nie znajdzie.
Bo content bez systemu to nie jest biznes. To jest hobby, za które nikt Ci nie zapłaci.
Zobacz co się dzieje…
Ktoś przewija LinkedIna. Widzi Twój post. Zatrzymuje się. Czyta. Klika w Twój profil.
I co tam zastaje?
„Konsultant. Pomagam firmom rosnąć." Zdjęcie sprzed pięciu lat. Nagłówek napisany w 2019. Zero informacji, kim dokładnie jesteś, komu pomagasz i jak.
Więc odpływa.
Nie dlatego, że jesteś zły. Dlatego, że nie ma powodu, żeby się z Tobą kontaktować.
Twój post go zatrzymał. Twój profil go stracił bo nie pozycjonuje Cię i wygląda jak CV zamiast jak landing page.
I to jest największy błąd, jaki widzę na LinkedInie:
Ludzie budują ruch, którego nie mają czym przechwycić.
Tak jakbyś otworzył sklep, wynajął billboard, sprowadził tłum pod drzwi - a w środku nie było kasy, ani sprzedawcy, ani nawet cenników na produktach.
Ludzie wchodzą. Ludzie wychodzą. Ty publikujesz jeszcze więcej postów, myśląc, że musisz „zwiększyć zasięg".
A problem nie jest w zasięgu.
Problem jest w tym, że nie masz systemu, który zamienia uwagę w pieniądze.
Wiem, bo sam tam byłem.
Kiedy prowadziłem Szkołę Rekrutera, publikowałem regularnie. 100+ wideo. Zasięgi. Komentarze. Wiadomości.
I dokładnie tak jak ta konsultantka - nie łączyłem tego z niczym.
Post → lajki → koniec.
Dopiero kiedy przestałem traktować content jako cel i zacząłem traktować go jako jeden element systemu - wszystko się zmieniło.
System działa tak…
⭢ Profil ustawiony tak, żeby w 5 sekund powiedział, komu pomagasz i jak.
⭢ Content, który nie tylko edukuje, ale prowadzi do konkretnego następnego kroku.
⭢ Oferta, którą widać, którą rozumiesz i którą można zamówić.
⭢ Ścieżka od komentarza / lajka / DM do rozmowy sprzedażowej - nie „może kiedyś", tylko dziś.
⭢ Regularne discovery calle, w których zamieniasz uwagę w klienta.
Wtedy dopiero LinkedIn zaczyna zarabiać.
Nie dlatego, że publikujesz więcej.
Dlatego, że każdy element robi swoją robotę.
Prawda jest taka…
Możesz publikować przez kolejny rok i nie zarobić z LinkedIna złotówki, jeśli reszta systemu nie stoi.
Albo możesz przez ustawić profil, ofertę i ścieżkę - i pierwsi klienci przyjdą z postów, które już masz w feedzie.
To nie jest kwestia talentu.
To jest kwestia tego, czy widzisz LinkedIn jako miejsce do publikowania, czy jako narzędzie sprzedaży.
A to są dwie zupełnie różne gry.
Mam nadzieję, że to Ci coś rozświetli.
A jeśli tak - odpisz mi na tego maila i powiedz, gdzie w tym systemie Ty widzisz swoją największą dziurę. Profil? Oferta? Ścieżka od posta do rozmowy? Coś innego?
Czytam wszystko. I często z takich odpowiedzi rodzą się kolejne posty i maile.
Do usłyszenia,
Grzegorz ✌️
P.S. Jeśli po tym mailu myślisz „to jest dokładnie mój problem" i chcesz zobaczyć, gdzie konkretnie w Twoim systemie jest dziura - mam kilka slotów na bezpłatną 30-minutową rozmowę strategiczną. Patrzymy razem, gdzie leży Twoje wąskie gardło.
Zarezerwuj tutaj >>
|