W każdej branży jest taki gość. Facet prawdopodobnie nie przeczytał w życiu ani jednej książki o strategii biznesowej. Strona internetowa jego firmy jest niezmienna od lat, o ile w ogóle ją ma. Backlog nowych pomysłów marketingowych? Nie istnieje. A jednak… jego firma systematycznie przynosi wysoki zysk. I jeszcze rośnie. Często to nie jest jeden człowiek - są branże w których takich ludzi jest wielu.
Jego klienci dokładnie wiedzą, co kupują i płacą bez marudzenia. Mają silne unit economics, chociaż nawet nie używają takich słów. W tym samym czasie Ty siedzisz o 22:00 przed Excelem, analizujesz zaawansowane matryce dla swojego nowego modelu wyceny, próbujesz okiełznać chaos w 15-produktowym portfolio i zastanawiasz się, dlaczego Twój malutki zespół marketingu znowu nie dowiózł leadów, które miały wynikać z egzekucji Twojej skomplikowanej strategii.
Twój mózg cierpi na specyficzne uzależnienie: potrzebuje złożoności, żeby czuć, że robi coś wartościowego. Jesteś zbyt mądry na proste rozwiązania i dlatego przegrywasz z tą głupią konkurencją.
Gdy wdrożysz prosty proces, np. „dzwonimy do każdego klienta miesiąc po zakupie i pytamy, czy ponawia zamówienie” – i to nie zadziała, nie ma na kogo zrzucić winy. Porażka patrzy Ci prosto w oczy.
Ale jeśli zamiast naprawić fatalną retencję, wdrożysz skomplikowany program lojalnościowy, zaczniesz budować społeczność wokół marki i wynajmiesz agencję do wielomiesięcznego rebrandingu… i to nie zadziała? O, wtedy winny jest zły timing, brak dojrzałości polskiego konsumenta albo klasycznie: agencja, która nie dowiozła.
Złożoność pozwala Ci czuć się dobrze, podczas gdy Twoja firma tonie w operacyjnym bagnie. Poprawianie konwersji tam, gdzie klienci już kupują, analiza, dlaczego zaliczyliśmy spadek leadów, albo liczenie prawdziwej rentowności projektów wywołuje ból. Naprawianie tego, co nie działa, to nie jest praca dla wizjonerów. I dlatego ta głupia konkurencja wygrywa.
Właśnie nad tym pracujemy z naszymi klientami. Widzimy, co generuje tylko koszty i frustrację, a czego trzeba robić więcej. Bierzemy ten cały nieskoordynowany chaos – martwe CRM-y, przemęczone jednoosobowe działy marketingu i przekombinowane cenniki – i przekształcamy je w prostą, skuteczną, precyzyjną machinę, która generuje przychody.
Zejdźmy na ziemię i naprawmy to, co naprawdę nie działa. Odpiszcie na ten e-mail, pogadamy.