Wzbiera fala. I to brunatna, choć Tusk się ugryzł w język
Debata nad wnioskiem o wotum nieufności wobec szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego zamieniła się dziś w Sejmie w dyskusję nad wzbierającą w Polsce brunatną falą. Premier Donald Tusk ugryzł się w język i poprzestał na „fali”, ale mówił o ksenofobii i entonacjonalizmie. I potem jednak ten „brunatny” dodał, mówiąc o „marszu w stronę brunatnego politycznego krajobrazu”.
– Dzieją się rzeczy, padają słowa, pojawiają się idee, które są upokorzeniem dla każdego patrioty – mówił Tusk. Nawiązywał oczywiście do wczorajszej wypowiedzi Przemysława Czarnka, który pytał w Sejmie, „dlaczego w rządzie są Ukraińcy?”. Zaatakował tym samym obecnego wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego. Tyle że los rodziny Szeptyckich, jak i wielu innych tzw. kresowych rodzin, był dużo bardziej skomplikowany, niż wielu próbuje go dzisiaj przedstawiać. Jego pradziadek, Leon Szeptycki, miał dwóch braci. Stanisław był polskim generałem, a Andrzej – ukraińskim duchownym. Po co ktoś próbuje robić dziś z wiceministra Ukraińca? Odpowiem nieśmiertelną frazą Tadeusza Sznuka: nie wiem, choć się domyślam.