Polak z jedną z najważniejszych nagród w świecie filmu
Paweł Pawlikowski znów zachwycił i potwierdził, że jest jednym z najlepszych towarów eksportowych w historii polskiej kinematografii. 12 lat temu święcił triumfy ze swoją „Idą” (Oscar dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego), osiem lat temu wzruszał „Zimną wojną” (nagroda za najlepszą reżyserię w Cannes). W sobotę wieczorem jury 79. Festiwalu Filmowego w Cannes ponownie uhonorowało Polaka, tym razem za reżyserię filmu „Ojczyzna” („Fatherland”) – historię podróży pisarza Tomasza Manna i jego córki przez powojenne Niemcy w 1949 r. Obraz powstawał w Niemczech, Włoszech i w Polsce, w tym w studiu Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu, a także wielu innych dolnośląskich miastach – na ekranie zobaczymy m.in. słynny Zamek Kliczków.
Pawlikowski dzięki sobotnim laurom został trzecim polskim filmowcem, którego doceniono co najmniej dwa razy w konkursie głównym canneńskiego festiwalu, dołączając do Andrzeja Wajdy i Jerzego Skolimowskiego.
Smakujmy tę chwilę, nim w poniedziałek od rana znów przytłoczą nas kolejne polskie wojenki o wszystko, w tym – tradycyjnie – o sądy i skład nowej Krajowej Rady Sądownictwa (polecam rozmowę z szefem sędziowskiej Iustitii Bartłomiejem Przymusińskim), a przede wszystkim o bezpieczeństwo. Seria fałszywych alarmów, które dotknęły już nawet członków rodziny prezydenta Karola Nawrockiego (a wcześniej zaowocowały interwencją w mieszkaniu byłego szefa BBN), to świetny przyczynek do wzajemnego obrzucania się winą przez politycznych oponentów. I nienajlepsze świadectwo profesjonalizmu naszych służb. „Z każdym kolejnym alarmem i z każdym dniem, gdy nie wiadomo nic o sprawcach, narasta przekonanie o nieskuteczności polskiego państwa” – pisze w swoim komentarzu Artur Bartkiewicz.
A i wciąż niejasne słowa prezydenta Donalda Trumpa o wysłaniu do Polski 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy są doskonałą okazją do pokłócenia się. W tym przypadku o to, kto jest architektem tego sukcesu (o ile o sukcesie rzeczywiście można mówić).