Kapitulacja Trumpa
Trzeba było dokładnie roku, czterech miesięcy i dwóch dni, by obnażył się bezsens zapewnień amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, że zakończy wojnę w Ukrainie w 24 godziny. Co ciekawe, w styczniu 2025 roku, kiedy przejmował Biały Dom, byli tacy, którzy wierzyli. Rzecz jasna nie w ten symbolicznie krótki termin finalizacji wywołanego przez Putina konfliktu, z góry było wiadomo, że to metafora; raczej w dobre intencje Trumpa. W jego zapewnienia, że koniec tej absurdalnej wojny jest dla niego osobiście ważny. Powtarzał to zresztą w kółko, przekonując (skądinąd słusznie), że śmierć tysięcy młodych ludzi po obu stronach jest tyleż absurdalna, co niemoralna.
Dziś, czyli w końcu maja 2026 roku prawa ręka Trumpa, Marco Rubio, ogłasza, że Stany Zjednoczone wycofują się z negocjacji. O finale amerykańskich wysiłków – co warto podkreślić – informuje sekretarz stanu, a nie prezydent, ale wiadomo, że to nie jego decyzja, tylko jego pryncypała. A wobec faktu, że zobowiązanie wobec świata podejmował osobiście Trump, trudno tego wstydliwego milczenia, wysługiwania się Rubio nie traktować jako kapitulacji.
Tak, dla Donalda Trumpa wojna w środku Europy nie ma już znaczenia. Znudziła się – powiedzą jedni. Inni będą dowodzić, że mierzy się z ważniejszymi problemami, jak „wykręcenie się” z konfliktu w Iranie; który czy jest, czy go nie ma, w sumie nie wiadomo. Nawet uważna lektura komunikatów Trumpa na jego platformie społecznościowej nie daje jasnego komunikatu, w jakiej fazie jest wojna Waszyngtonu z Teheranem.
A Kijów? Moskwa? Jakąż to wszystko ma wagę wobec przyjemności ściskania ręki i wygłaszania peanów na cześć Xi Jinpinga, w czym ostatnio wyspecjalizował się główny lokator Białego Domu. Wracając jeszcze do interpretacji zapewnień Trumpa ze stycznia 2025, że szybko zakończy wojnę, można próbować dowodzić, że przecenił swoje możliwości, nie docenił skomplikowania tematu, nie miał doświadczenia, itd. Wszystko bzdury. Jego deklaracje, co dziś już wiemy na pewno, były czystym celebryckim bełkotem, w którym nie chodziło o fakty, tylko autokreację. Szkoda, że czekając na jego skuteczność straciliśmy czas, a obie strony tysiące ludzi. Dziś trzeba sprzątać po Trumpie. Europa już to rozumie i bierze się do dzieła. Czytajcie „Rzeczpospolitą”, czytajcie rp.pl. Namawiam. Bogusław Chrabota.