Długi cień pandemii
Bywa, że historyczne wydarzenia czy zachodzące nawet globalnie procesy zakotwiczają się w pamięci ludzi przez to, co zdarzyło się w tym czasie w ich prywatnym życiu. Przez zdarzenia tragiczne, ale też przez całkiem niepozorne scenki. Nie inaczej jest w moim przypadku.
Ostatnie lata były chyba dla nas wszystkich w Polsce trudne, a dla mnie na pewno – gdy je wspominam, na myśl przychodzą mi trzy sytuacje.
Najpierw pandemia, która na zawsze zostanie dla mnie czasem wielkiej straty. Covid zabrał z naszej rodziny osobę kochaną, ważną – może nawet najważniejszą, scalającą nas wszystkich. Umierała na oddziale covidowym, nie mogąc mieć u boku bliskich. Potem nie pozwolono nam zobaczyć ciała, bo nawet do szpitalnej kostnicy nie wpuszczano nikogo z obawy przed wirusem.
Później wybuchła wojna. Inwazja Rosji na Ukrainę była szokiem dla społeczeństwa wyczerpanego pandemią, ale jeszcze nie wiedzieliśmy wtedy, w jak przewlekły stan przejdzie. Zmęczenie narastało z każdym miesiącem. I pamiętam, że jakieś dwa lata temu moja bliska kuzynka, osoba świetnie wykształcona i zainteresowana światem, ba, zawodowo przygotowana na radzenie sobie z trudnymi psychicznie sytuacjami, w rozmowie rzuciła: „Nie mam już siły czytać gazet, nawet twojej »Rzepy«. Nie włączam telewizora, nie wchodzę na portale…”. Znużenie wiadomościami o kolejnych zabitych na Ukrainie, o rosyjskich ofensywach, o rosnących w wyniku wojny kosztach życia stało się udziałem wielu osób i przybrało kształt szerszego zjawiska zwanego z angielska „news avoidance” (unikanie newsów).
I wreszcie – rewolucja AI. Widzę, jak wiele osób cieszy się, że ChatGPT czy Gemini odwala za nie robotę nużącą albo pracochłonną. Czytam, jak Olga Tokarczuk docenia pomoc AI w przygotowaniach do pisania powieści, a wielu ekspertów pociesza, że powstanie wkrótce nie wiadomo ile nowych profesji związanych ze sztuczną inteligencją. Dla mnie ta rewolucja ma twarz mojej znajomej, z wściekłością i rozżaleniem mówiącej mi, że straciła pracę – że najwyższy poziom umiejętności, jaki osiągnęła przez lata w zawodzie, właśnie przestał się liczyć, bo sztuczna inteligencja zrobi to samo, co ona, może gorzej, ale za to taniej.
Każdy ma oczywiście swoje wspomnienia z tych lat, które przeorały nasze spojrzenie na świat. Wydarzyło się tyle rzeczy nie do przewidzenia! A może coś jednak dało się przewidzieć?
Sześć lat temu Michał Płociński, Hubert Salik i Michał Szułdrzyński na łamach „Plusa Minusa” zastanawiali się, jakie skutki społeczne, polityczne i gospodarcze przyniesie szalejąca wtedy pandemia. Dziś do tamtej debaty wracają, a zapis ich rozmowy otwiera to wydanie. To niesamowita podróż w czasie, gorąco zachęcam Państwa do odbycia jej razem z nami. Trzej redaktorzy „Rz” stawiają np. tezę, że najgorszym skutkiem pandemii jest totalne scyfryzowanie życia młodych pokoleń. Albo że wywołała strach, którego narastanie dziś obserwujemy. Że ma skutki polityczne w postaci popularności obu Konfederacji. Nie zabrakło też osobistych wspomnień i rozliczenia się ze wspomnianych prognoz.
Wątków w tej debacie jest tyle, że moglibyśmy wypełnić nimi wiele wydań „Plusa Minusa”. Zamknęliśmy je w jednym, choć obszernym materiale, bo przecież jak zawsze chcieliśmy oddać w ręce czytelników teksty na różnorodne tematy. W numerze znajdą Państwo niepokojącą rozmowę z byłym oficerem ABW o tym, jak służby i opinia publiczna dają się nabierać Rosjanom, wywiad z liderem kubańskiej opozycji o rychłym końcu komunistycznej dyktatury czy raport o tym, co nam mówią o świecie filmowe dokumenty pokazywane na festiwalu Millennium Docs Against Gravity. A także wiele innych materiałów – od sylwetki pewnego choleryka, który zrewolucjonizował genomikę, przez jak zawsze błyskotliwe felietony, po recenzję tzw. gry paragrafowej autorstwa cenionego pisarza Radka Raka. Bardzo jestem ciekaw, czy za kolejnych sześć lat silniejszym wspomnieniem będzie obawa przed rosyjskim atakiem na Polskę czy radość z paru godzin spędzonych przy świetnej grze. Zobaczymy. Pamięć lubi płatać figle!