Sponsor newslettera:
Wydawnictwo Agora

Piątek, 17 kwietnia 2026

Emilia Dłużewska
Dziennikarka działu Kultura

"Jestem już za stara na strach" - mówi Ewa Kuryluk Marcinowi Fediszowi, kuratorowi wystawy "Kangór w operze"

Artystka kończy w tym roku 80 lat. Oglądając jej obrazy, łatwo o tym zapomnieć. Są autobiograficzne, podkreślające kobiecą cielesność. Bezczelne. Jest w nich intymność i poczucie humoru. 
Ewa Kuryluk: Żółta piżama, 1976, akryl i kolaż na płótnie/fot. Muzeum Narodowe w Krakowie

Wystawa zaczyna się lekko, ale w kolejne obrazy wsącza się ciemność. Na obrazie "Brat, siostra i Marcel Proust" czerwona nitka łączy szarą, zastygłą twarz artystki i trzymającego ją w ręku chłopca. To Piotruś, brat Ewy i centralna postać jej książki "Feluni", którego świetlanie zapowiadająca się przyszłość przekreśliła schizofrenia. Cykl poświęconych mu obrazów artystka pokazuje po raz pierwszy. 

Przenoszona przez pokolenia trauma, choroba psychiczna, odkrywane stopniowo rodzinne historie - to również bardzo współczesne tematy. Ewa Kuryluk mówi o nich w sztuce i w swoich książkach. Nie daje się dyscyplinować wstydem. 
Wspominając wojnę, która skrzywdziła jej rodzinę, nie traci wrażliwości na krzywdy, które dzieją się dziś: w Ukrainie, Iranie, Gazie.  Ale nie daje się też tym traumom zdefiniować.

Na "Tryptyku z Saint-Malo" z lewej strony stoi w eleganckim stroju, z prawej w kostiumie kąpielowym i czepku, w środku portrety nakładają się na siebie. Na obu za nią Helmut. Od ich pierwszego spotkania mija w tym roku sześćdziesiąt lat. 

Wystawę "Kangór w operze" można oglądać do 30 czerwca w Galerii Opera i Galerii "Okno na Kulturę" w Warszawie. 

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA