Piątek, 17 kwietnia 2026
szef działu Świat Gazety Wyborczej
Dzień dobry,

zwycięstwo Pétera Magyara i jego partii TISZA w wyborach na Węgrzech to najlepsza polityczna wiadomość  tego roku. Na euforię jednak zbyt wcześnie. Rosja poniosła klęskę, ale nie załamuje rąk i już szuka następcy Orbána w Unii Europejskiej - ostrzega Iwan Prieobrażenski, rosyjski politolog i publicysta.
Lista potencjalnych chętnych wcale nie jest aż tak mała. Zaraz po wyborach palce do góry, niczym wzorowy uczeń, podniósł Zoran Stevanović, lider słoweńskiej populistycznej partii Pravda i przewodniczący słoweńskiego parlamentu. Kreml nawet nie musiał zapraszać go na kawior i szampana - chęć przyjazdu zgłosił sam, publicznie.
Rosjanie mogą liczyć na Roberta Ficę, choć jego rola nie jest w Unii tak istotna jak Orbána. Na pewno z uwagą przypatrują się nadchodzącym wyborom w Bułgarii, Francji i Włoszech. Wszędzie tam o władzę walczą politycy, którzy chcą ułożyć się z Rosją. 
Rosja, tracąc Orbána, straciła ambasadora w Brukseli. To wspaniała wiadomość, ale nie powinna ona usypiać czujności Brukseli. Przeciwnie, moment oddechu pozwala na dyskusję, dlaczego z tak wielu krajów unijnych dobiegają sygnały niezadowolenia i pogróżki, bo tak trzeba czytać serwilistyczną politykę wobec Kremla.
Nadarza się zatem dobra okazja, żeby chociaż część tych nastrojów osłabić, tym bardziej, że w samej Rosji narasta coraz wyraźniej niezadowolenie z rządów Putina.
Mimo że Rosja nie załamuje rąk, to Bruksela ma w końcu szansę zaczerpnąć powietrza i przejść do politycznej ofensywy.   
To dzięki osobom, które subskrybują Wyborcza.pl, możemy tworzyć nie tylko ten newsletter, ale też reportaże, wywiady i śledztwa. Dziękujemy! Jeśli jeszcze nie masz prenumeraty cyfrowej, sprawdź aktualne promocje TUTAJ.
TEMATY DNIA
NIE PRZEGAP
PODCAST
DAJ SIĘ WCIĄGNĄĆ