Pora na powrót do codzienności
W Polsce mija leniwy świąteczny poniedziałek, ale codzienność dobija się o uwagę, skoro świat cały w napięciu obserwuje doniesienia z Bliskiego Wschodu. Informacje o prowadzonych za pośrednictwem Pakistanu rozmowach z Iranem, zmierzających do 45-dniowego zawieszenia broni w wojnie rozpoczętej przez USA i Izrael, mieszają się z dementi płynącym z Teheranu i kolejnymi groźbami prezydenta Donalda Trumpa, że perska infrastruktura legnie w gruzach, jeśli Cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana i ropa z Zatoki Perskiej nie popłynie swobodnie w świat.
Sprawa jest poważna, bo w wyniku tej wojny i blokady Zatoki wstrzymane zostały dostawy jednej piątej ropy naftowej zużywanej na świecie, a jej ceny eksplodowały z ok. 60 do 110 dol. za baryłkę. Droższa ropa to drogie paliwa (mimo czasowego cięcia podatków także w Polsce) i skok inflacji. To zawsze ogranicza wzrost dochodów realnych, a więc hamuje konsumpcję prywatną, która jest w naszym kraju ważnym silnikiem napędzającym gospodarkę. Ekonomiści nerwowo więc zmieniają prognozy, które dotąd były dla Polski bardzo optymistyczne i zwiastowały spory wzrost gospodarczy przy ujarzmionej inflacji.
Zwiększyć siłę nabywczą, przynajmniej chwilowo, pomagają Polakom zakupy z odroczoną o 30 dni płatnością. W ub.r. wartość tak sfinansowanych sprawunków przekroczyła 10 mld zł, ale rynek ten ciągle się dynamicznie rozwija.
Powrót z rzeczywistości świątecznej do codzienności ma jeszcze jeden wymiar: przy najbliższych zakupach większość z nas pewnie spróbuje odzyskać zastaw za butelki i puszki po spożytych w czasie Wielkanocy napojach. Nie będzie to łatwe ani wygodne, bo system kaucyjny dopiero rozwija skrzydła i – jak wynika z informacji ekspertów – działa tylko 3,5-4 tys. automatów, podczas gdy potrzeba ich ok. 15 tys.