Pisowscy stratedzy dostali zadanie karkołomne: mamy sześcioro sędziów, którzy uzupełnią brakujące wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Każdy z nich wybrany przez Sejm w ten sam sposób, głosami większości, lege artis. Znajdźcie wiarygodne wyjaśnienie, dlaczego prezydent Nawrocki zaprosi do pałacu tylko dwójkę z szóstki, odbierze od nich przyrzeczenie, a pozostałą czwórkę uzna za sędziów nielegalnych. Co zrobić, by przynajmniej połowa narodu uwierzyła, że prezydent postępuje słusznie, choć uzasadnienie będzie wygłaszał minister Zbigniew Bogucki.
Wyobrażam sobie, co się działo przy biurkach strategów i w pokojach narad. Ile wysiłku, napięcia, mozołu i wręcz nadludzkich mocy wymagała ta robota. Aż mi się samoczynnie włączyła "Lokomotywa" Tuwima, który przewidział, że "choćby przyszło tysiąc atletów; i każdy zjadłby tysiąc kotletów; i każdy nie wiem, jak się wytężał; to nie udźwigną - taki to ciężar!".
A co z pozostałą czwórką? Nic – wzruszył ramionami prezydencki minister. Chyba że Sejm zdoła zmienić konstytucję, opozycja usiądzie do stołu z prezydentem Nawrockim, by rozmawiać o Trybunale Konstytucyjnym albo po prostu wygra wybory.
Co będzie dalej? Już sama próba wejścia do siedziby TK czterech legalnie wybranych sędziów wywoła kolejne spięcia. Koalicja nie będzie uznawała wyroków Trybunału, jeśli nie zasiądą w nim wszyscy wybrani ostatnio sędziowie. PiS ogłosi, że Trybunał z nimi jest nielegalny, a partyjni działacze jak mantrę będą powtarzać, że to Platforma z Tuskiem świadomie niszczyła sąd konstytucyjny, nie publikowała jego wyroków i skazywała sędziów wybranych przez PiS na śmierć głodową. Skołowanym wyborcom prawica wskaże na prezydenta, „strażnika konstytucji i jedynego gwaranta ciągłości instytucji państwa”. Jedni w niego uwierzą, inni wygwiżdżą. Demokraci nie zdecydują się na radykalne rozwiązania, Kaczyński z Nawrockim wręcz przeciwnie. W mętnej wodzie nic nie będzie jasne.
Nasza lokomotywa pędzi w nieznane - i tak to to, tak to to, tak to to, tak to to…