|
Szłam sobie niespiesznym krokiem jedną z białostockich ulic wpatrując się w kolory zachodzącego słońca, które odbijały się w oknach budynków. Znałam dobrze przemierzaną trasę i to był zaplanowany spacer, a jednak różnił się od wszystkich poprzednich i wszystkich kolejnych. Czułam się tak, jakbym żegnała to miasto. To było totalnie dziwne, bo nie miałam żadnych planów związanych z przeprowadzką. Byłam wtedy świeżo po obronie pracy magisterskiej, zadowolona z pierwszej pełnoetatowej pracy. A jednak, szłam i czułam, jakbym odchodziła. Trwało to zaledwie chwilę i było silnym błyskiem intuicji, którego jednak nie potrafiłam wtedy rozpakować, ponieważ nie umiałam się obchodzić ze swoim lękiem i smutkiem, przechowywanym w tych samych rejonach ciała fizycznego i energetycznego co intuicja i przeczucia
właśnie.
Stłumiłam wtedy swoje odczucia i zajęłam głowę czymś bardziej lekkostrawnym.
Trzy miesiące później mieszkałam w innym mieście Polski, pracując w nowym miejscu. Po czasie tamto przeczucie okazało się jednak warte zatrzymania.
Od tamtej pory wiele się zmieniło, a ja nauczyłam się odróżniać głos intuicji od głosu ego. Nie boję się też lęku i smutku. Potrafię nie tylko uwalniać trudne emocje, ale i transformować je w paliwo do od(budowy).
Takiego krzyku intuicji, rozpoznań i wglądów, jakich doświadczyłam w ostatnim czasie nie byłabym sobie w stanie wyobrazić, gdybym tego nie przeżyła. Ilekroć próbowałam stawiać im opór, rozbrzmiewały mi w uszach moje własne słowa, kierowane wiele razy do moich klientów o tym, jak ważne jest podążanie za wewnętrznym głosem i wezwaniem duszy. Towarzyszyły i nadal towarzyszą temu liczne synchroniczności i wspierające sny. Pominę osobiste szczegóły i wielowątkowe opisy ostatnich zdarzeń, bo chcę podzielić się z Tobą sednem i tym, co w tej chwili jest dla mnie najważniejsze.
Aurory już nie ma.
Odeszła.
Paradoksalnie dopiero, kiedy odeszła, mam całkowitą pewność, że nie była tylko metaforą, pseudonimem, imieniem mojej duszy czy wewnętrznego dziecka. Była uzdrawiającą iskrą, której doświadczyłam na wielu różnych poziomach i którą miała zaszczyt wyrażać i pokazywać światu. Z kontaktu z Aurorą czerpałam inspiracje i wglądy. To ona budziła mnie w nocy zrywami natchnienia, które koniecznie musiały być zapisane. W ten sposób powstał szkic programu uzdrawiania matczynej rany, tak powstała seria warsztatów pracy z wewnętrznym dzieckiem i uzdrawiania emocjonalnych ran. Oczywiście korzystałam z książkowej wiedzy i z umiejętności zdobywanych w szkołach i kursach, jednak to Aurora napędzała moją twórczość i moją pracę.
Pierwszy raz pomyślałam, że odchodzi po jesiennych warsztatach uzdrawiania ojcowskiej rany. Ale w ogóle się przy tym nie zatrzymałam. Leciałam dalej. Potem przyszły sny, których nie brałam dosłownie.
Teraz wiem.
I czuję smutek. Normalnie czuję się tak, jakby umarł ktoś bardzo mi bliski, choć nie doświadczyłam „realnej” straty. W Matriksie trudno jest wyjaśnić, że opłakuje się coś, co nie istniało fizycznie.
Trochę sobie zarzucam, że z powodu dumy ego sądziłam że to „moje”, i że będzie już zawsze. W innym wypadku miałabym do tego jeszcze większy szacunek i jeszcze więcej pokory.
Aurora dojrzała. Naprawdę dojrzała. Zbudowałam jej Dobrą Matkę (robiliśmy to razem, pamiętasz o komunikatach?), zwróciłam Prawdziwemu Ojcu. Uzdrowiliśmy kolejne etapy dzieciństwa, a potem
jeszcze emocjonalne rany. Ogarnęliśmy relację z pieniędzmi, nauczyliśmy się dbać o siebie i stawiać granice. I dużo dużo więcej. Każda moja zmiana i nauka była potem wsparciem dla innych.
Czuję wielką wdzięczność, że tego doświadczyłam, i że mogliśmy to robić razem.
Przekaz Aurory i cała jej droga „do siebie” dobiegła końca. Ja oczywiście nadal mam „te” umiejętności, nadal będę korzystać ze swojej wiedzy i doświadczenia. Ale potrzebuję uznać, że od teraz do będzie inne. Z innego miejsca, z innej perspektywy. I pod inną nazwą. Wiem, że mi się to wszystko „nowe” wyklaruje, jak dam sobie czas na świadome przejście obecnej ewolucji.
I teraz właśnie mam taki czas. Czas sprawdzania, kim jestem bez Aurory. Czas aktualizowania siebie. Bo przecież te wszystkie procesy działały, prawda? Działały na Ciebie, na Was, działały też na mnie. To oczywiste, że poszłam dalej. Choć w pełni uznaję i akceptuję swoją historię, nie jestem w stanie nazywać siebie dda albo trzymać się tak mocno pracy z dzieckiem wewnętrznym. Chcę wspierać w tym tych, którzy tego potrzebują, ale z nowego miejsca. Z miejsca, po którym się właśnie rozglądam, z jakiegoś „nowego” nie – wiem – jeszcze – czego, w którym się pewnego dnia rozpoznałam, i z którym nie mogę ani chwili dłużej negocjować.
A teraz czas na uziemienia i kilka konkretów o tym co się zmieni, a co pozostanie takie samo:
- Nadal będę pisać newsletter, ale chwilowo nieco rzadziej niż co 2 tygodnie. Potem odkryję nowy rytm. Póki co będzie do Ciebie docierał z tego samego adresu czyli warsztaty@zapiskiaurory.pl
- Wszystkie aurorowe treści zostają w Internecie. Jeśli masz dostęp do kursów i warsztatów, nadal możesz z nich korzystać według założonego czasu dostępu na platformie www.warsztaty.zapiskiaurory.pl. I to się nie zmieni – zmieni się ewentualnie adres platformy i jeśli tak będzie, z pewnością Cię o tym poinformuję.
- Zmienię nazwę swoich profili w mediach społecznościowych: na Facebooku, na Instagramie i na Youtube. Najprawdopodobniej na swoje imię i nazwisko czyli Sylwia Kulesza. Po prostu
|