Trudno nadążyć za wysypem koncertowych i festiwalowych ogłoszeń. Dopiero co witaliśmy Nowy Rok, zima jeszcze trzyma, a organizatorzy już kuszą nas planami na rok 2027 - nie mówiąc o pęczniejących programach tegorocznych festiwali.
Z zalewu ogłoszeń z radością wyłowiłem kilka dni temu informację, że na katowickim OFF Festivalu zagra duet Los Thuthanaka.
Ich debiutancka płyta, zatytułowana po prostu "Los Thuthanaka", nie od razu zwróciła na siebie uwagę, bo została wydana niezależnie i promowana głównie pocztą pantoflową. Nie znajdziecie jej w dominujących na rynku streamingach, a co za tym idzie – w większości podsumowań roku, bo Chuquimamani-Condori i Joshua Chuquimia Crampton – rodzeństwo kryjące się za szyldem Los Thuthanaka – uznali, że bardziej niż na popularności zależy im na bezpośredniej komunikacji z fanami. Kto ma wiedzieć, ten wie. Na szczęście tych, co wiedzą, jest coraz więcej.
Przebudzenie undergrounduTo nie będzie największa gwiazda tegorocznego OFF-a, ale może to być jeden z najważniejszych koncertów całego sezonu.
Kręta ścieżka, którą Los Thuthanaka docierają do publiczności, z pominięciem strategii marketingowych opartych na wykorzystaniu globalnych platform, jest częścią przybierającego na sile ruchu, który można uznać za przebudzenie undergroundu. Objawia się nie tylko coraz większą grupą artystów rezygnujących ze streamingów – z powodów ekonomicznych lub politycznych, najczęściej jednych i drugich – ale też alternatywnym obiegiem informacji.
Wracają fanziny. Nigdy co prawda do końca nie umarły, jednak przez długie lata traktowane były raczej jako nostalgiczną fanaberię niż ważne źródło informacji o muzyce i okolicach. Powrót "Korka", reaktywacja "Noise’a" (to fanzin z ducha, bo robiony przez zapaleńców siłą entuzjazmu, ale wykonanie i dystrybucja są profesjonalne) oraz intensywna działalność wydawnicza "Chaosu w mojej głowie" to przykłady pierwsze z brzegu.
Nie odmienią biegu historii, nie rozszczelnią baniek informacyjnych, w których pozamykały nas spuszczone z korporacyjnych smyczy algorytmy, ale przewracanie tych kartek, czytanie tekstów, przeglądanie ilustracji jest jak spacer po lesie dla mieszkańca pogrążonej w smogu aglomeracji.
Przyjemne to i zdrowe, głupio byłoby sobie odmówić, skoro nadarza się okazja.