|
W ostatnich miesiącach stało się jasne, że przedawkowałem ilość wchłanianych informacji. Jestem pasjonatem świata IT i chciałbym wiedzieć wszystko o wszystkim. Okazuje się, że jest tego za dużo. Mam pełnoobjawowe FOMO a i tak nie nadążam.
O ile na co dzień daję radę prześledzić Twitterka, przeczytać newslettery i przedrzeć się przez RSS-y, to już weekendowy wyjazd rozwala system i spycha mnie do defensywy. Tygodniowy wyjazd przysypuje mnie lawiną, z której odgrzebuję się miesiąc. Dwutygodniowy wyjazd sprawa, że stoję i bezradnie patrzę na miejsce, gdzie zatonęła Atlantyda a wraz z nią dziesiątki i setki wspaniałych tekstów o których się nawet nie dowiem.
Nie po raz pierwszy podejmuję próbę opanowania tego tsunami. Strategia jest następująca - moje podstawowe źródło wiedzy to Ars Technica i wiem, że na pewno pojawią się tam informacje o kluczowych wydarzeniach. Ten serwis czytam na bieżąco i tak zostanie.
Bardzo ważne źródła to newsletter unknowNews, Top 30 HackerNews i Weekendowa Lektura. Dostarczają co tydzień około setki linków wartych przejrzenia, z których 20-30 kwalifikuje się do lektury. Tutaj zmieniam strategię - będę przeglądał je raz na kilka tygodni. Dzięki temu część zagadnień zdąży się pojawić w analizach Ars Techniki, inne stracą nieco na ważności i łatwiej będzie je pominąć.
Do ostatniej kategorii należy cała reszta i tu następują drastyczne cięcia. Wylatują newslettery, które mają coś ciekawego raz na kilka wydań. Wylatują RSS-y o zbyt słabym stosunku sygnału do szumu. Przestaję obserwować twitterowiczów, którzy mają zbyt mało własnych interesujących treści. Cofam subskrypcję podcastów, na które nie znajduję czasu.
Czy to pomoże? Tak. Czy wystarczy? Oby.
Kto ma kupkę wstydu z książkami do przeczytania albo grami do ogrania, ten wie, o czym mowa. Gdy piszę te słowa, mam w Raindrop dokładnie 268 linków do odwiedzenia, a część z nich to listy linków do odwiedzenia. Ta sytuacja to jeszcze nie bankructwo, ale balansuję na krawędzi. A kiedy tu czytać książki? Kiedy pisać artykuły?!
|