|
Jest duża szansa, że w czasie Świąt Bożego Narodzenia, na Sylwestra albo przy Twoich urodzinach ktoś życzył Ci: „dużo zdrowia”. I jest też duża szansa, że jakaś babcia albo ciocia w podeszłym wieku dorzuciła klasyk: „bo zdrowie kochanieńka jest najważniejsze…”.
Muszę przyznać: one mają sporo racji.
Bo zdrowie nie jest tylko „brakiem choroby”. Zdrowie jest konkretnym owocem – codziennych mikro-wyborów, które tworzą w Tobie warunki do regeneracji. A jednym z najbardziej niedocenianych wyborów jest to, jaki stan utrzymujesz w głowie i w ciele przez większość dnia.
David Hawkins, lekarz psychiatra, opisywał to bardzo praktycznie: kiedy żyjesz w przewlekłym napięciu, lęku, irytacji, w chaosie myśli – układ nerwowy nie czuje bezpieczeństwa. A jeśli układ nerwowy jest w trybie alarmu, ciało nie pracuje „dla Ciebie”, tylko „przeciwko przeciążeniu”: zaciska się, szybciej się męczy, gorzej śpi, trudniej wraca do równowagi. I to jest powód, dla którego tyle osób ma poczucie: „ja robię wiele, a i tak nie mam siły”.
Dlatego klucz do zdrowia często nie zaczyna się od kolejnej presji i kolejnego „muszę”. Zaczyna się od: więcej relaksu, więcej radości i mniej karmienia negatywności – zwłaszcza tej, która dzieje się w środku, po cichu. Nie w sensie udawania, że jest świetnie. Tylko w sensie: przestać dokładać do ognia, bo umysł ma prostą właściwość — im więcej uwagi dajesz czemuś, tym bardziej to rośnie.
I teraz coś, co możesz zrobić dziś, dosłownie w 2–3 minuty. Bez wielkich haseł. Tylko mała „higiena” układu nerwowego:
Mini-praktyka „wracam do siebie” (3 kroki):
- Zauważ i nazwij: „W moim ciele teraz jest…” (np. napięcie w barkach, ucisk w brzuchu, ścisk w klatce).
- Zrób 5 spokojnych oddechów z dłuższym wydechem niż wdechem (to daje ciału sygnał: „jest bezpiecznie”).
- Powiedz w myślach jedno zdanie, które rozbraja spiralę:
„To tylko myśli. To nie jestem ja.” I dopiero potem dodaj: „Jaki jest jeden mały krok, który mnie dziś wzmocni?”
To jest moment, w którym przestajesz walczyć ze sobą, a zaczynasz szukać rozwiązań. I to jest naprawdę „zdrowotne” – bo zamiast dokładać stresu, odbudowujesz zasoby.
A jeśli czujesz, że chcesz pójść krok dalej i zacząć układać swoje życie w sposób, który realnie Cię wzmacnia, to dziś chcę Ci pokazać moje najmłodsze i najbardziej wychuchane dziecko. :)
Książka „Moje wymarzone życie” pojawiła się w sierpniu tego roku i daje Ci przestrzeń, żeby odpowiedzieć sobie bez uciekania w automatyzmy na pytanie: Jakie jest moje wymarzone życie — i co konkretnie mam zacząć robić, żeby do niego dojść?
Włożyłam w nią całe moje doświadczenie coachingowe – lata pracy i tysiące godzin konsultacji – po to, żeby zebrać to w jednym miejscu. Tak, żeby osoby, które na poważnie ją przerobią, zaczęły żyć zgodnie z potencjałem, który jest w nich.
|