Donald Trump planetarny
Kto był bohaterem tygodnia? Cóż to za pytanie. Oczywiście Donald Trump i jego transkontynentalny i wszechplanetarny polityczny talk-show. Donald Trump tu i tam, w Waszyngtonie i w Davos, w Davos i na pokładzie Airforce One, w Airforce One i znów w Waszyngtonie. Ciągle przed kamerami, otoczony setką reporterów i lasem mikrofonów. Donald Trump, któremu nie zamykają się usta, Donald Trump w kłębowisku skrajnych opinii. Obrażający jednych, chwalący drugich. Zapewne nie było w historii świata polityka, który wygenerował w ciągu tygodnia w sieci taki ruch. Nie dysponujemy jeszcze szczegółowymi danymi, ale należy założyć, że kliknięć przy nazwisku Trumpa było więcej, niż jest galaktyk w kosmosie. Jeśli kiedyś Beatlesi zgrzeszyli chwaląc się, że są popularniejsi od Boga, dziś mogliby czuć się przez Trumpa zawstydzeni. Amerykański prezydent przeskoczył ich z wdziękiem Armanda Duplantisa.
Oto wyrzuca jak z rękawa kartę Rady Pokoju i daje przywódcom dwa dni na jej podpisanie. Jedni zadziwieni, inni skołowani, jeszcze inni garnący się pod jego skrzydła z miłością i zaufaniem. Netanjahu, Łukaszenka, Alijew, Orban i król Abdullach w jednym rzędzie. Już są; już trzeszczą im pióra w dłoniach. Ktoś wreszcie ich docenił. Ktoś obłaskawił; będą z Trumpem debatować o pokoju na świecie. Przy kawie i czekoladkach.
Donald Trump triumfuje, ale się nie zatrzymuje; tu prztyczek w nos premierowi Kanady, tam ukłon szefowi NATO za plan dla Grenlandii, tu gorzka uwaga o sojuszu, który może warto było w przeszłości sprawdzić, tam kilka zdań o sojuszniczych wojskach, które zamiast wspierać US Army w Afganistanie kryły się po kątach i tak dalej i dalej. A świat w szoku. Wsłuchany. Zafascynowany. Czekający na ciąg dalszy.
Nic więc dziwnego, że w cieniu globalnego Trumpa nawet Karol Nawrocki z Donaldem Tuskiem mówili jednym głosem. A Putin ze spokojem masakruje Kijów. Świat nie zauważy. Donald Trump ponad wszystko! Przykrył sobą całą światową politykę i tylko jeden temat z nad Wisły wyrasta jak samotna wyspa na oceanie trumpizmu. To przedziwny polski twór polityczny o niezbyt proroczej nazwie Polska 2050. Tam walka na całego. Pojedynek na wszystko jak w drugiej części Gladiatora. Można tylko szczerze się modlić, by Polska w roku 2050 nie wyglądała tak jak Polska 2050 w roku 2026. Czytajcie „Rzeczpospolitą”. Czytajcie rp.pl. Piszemy o Polsce i świecie lepiej niż inni. Bogusław Chrabota. Polecam.