Newsletter Oglądamy, Słuchamy, Czytamy

Piątek, 16 stycznia 2026

Maja Staniszewska
dziennikarka działu Kultura

Dawno, dawno temu była sobie seria książek "Balsam dla duszy", zbiór podnoszących na duchu, pozytywnych opowieści. W tłumaczeniu zmieniono jej oryginalny, dużo trafniejszy angielski tytuł, który brzmiał "Rosół dla duszy" – rosół, czyli coś domowego, rozgrzewającego, a nawet leczniczego, przygotowanego z sercem i rodzinną tradycją.

Książek nigdy nie czytałam, ale mam kilka swoich filmowych i serialowych "rosołków". Jeden z nich to wspaniały brytyjski serial "Wszystkie stworzenia duże i małe". Nie, nie ten z lat 1978–1990, który oglądałam jako dziecko, ale jego nową, zapoczątkowaną w 2020 roku odsłonę.

Weterynarz wśród wzgórz Yorkshire

Oba oparte są na książkach Jamesa Herriota, weterynarza, który w latach 30. rozpoczął pracę w prowadzonej przez dwóch braci klinice weterynaryjnej w małym miasteczku wśród wzgórz Yorkshire. „Wszystkie stworzenia duże i małe" zmieniają nieco opowieść z książek, ale wychodzi im to tylko na dobre.

Herriot jest tu młodym Szkotem, który po ukończeniu weterynarii w rodzinnym Glasgow bez powodzenia szuka pracy w zawodzie. Gdy zawisa nad nim wizja dołączenia do ojca w porcie, przychodzi propozycja objęcia pozycji asystenta w prowadzonej przez Siegfrieda Farnona praktyce w malowniczym Darrowby.

Gdy Herriot przyjeżdża drogą wśród wzgórz, na których pasą się biało-czarne owce przypominające baranka Shauna z plastelinowych animacji Aardmana, do miasteczka rodem z filmów o Wallace’ie i Gromicie, okazuje się, że Farnon zwolnił już kilku asystentów. Herriot jest jednak zdeterminowany, a jego umiejętności i zaangażowanie sprawiają, że Farnon go zatrudnia.

I tak zaczyna się przygoda Szkota z miasta wśród małomównych, upartych, ciężko pracujących farmerów, ale i lokalnej arystokracji. W okolicy są urocze dziewczęta i prawie równie urocze wdowy i rozwódki. Ale najważniejsza w tej historii jest rodzina, jaką przybysz tworzy z braćmi, zajmującą się ich domem panią Hall, a później także Helen, córką farmera. Ich wzajemne relacje, osobiste historie, to, jak stawiają czoła przeciwnościom i jak się wspierają, są istotą serialu.

Oczywiście ważne są i zwierzęta oraz ich właściciele. Wśród nich wyróżnia się pani Pumfrey, samotna arystokratka, której jedynym towarzyszem jest pekińczyk Tricki Woo, jej ukochane "psiecko" (to tyle, jeśli chodzi o dyskusję o tym, że millenialsi traktują zwierzęta jako dzieci).

Jest to opowiedziane ze szlachetną prostotą, nieco idyllicznie, choć szybko pojawia się nad Darrowby cień II wojny światowej. Ale przede wszystkim jest to wspaniale zagrane przez brytyjskich aktorów pod wodzą doskonałego Samuela Westa, wcielającego się w cholerycznego, ale mającego złote serce Siegfrieda.

Serial ma już sześć sezonów (po sześć odcinków), każdy z dodatkowym odcinkiem świątecznym. Oglądam go od początku po raz drugi, bo działa kojąco. Nie jest łatwo taki serialowy "rosół dla duszy" znaleźć, więc postanowiłam się z wami nim podzielić.

„Wszystkie stworzenia duże i małe" można oglądać w telewizji Epic Drama, dostępne są także w serwisach Canal+, Polsat Box Go i Play Now

NIE PRZEGAP

DO POCZYTANIA