Newsletter Górski

27 listopada 2025

redaktorka Wyborczej

Slalom to ta alpejska konkurencja, w której zawodnicy nie rozpędzają się do ponad 100 km/ godz. Tu liczy się technika, precyzja, rytm i zwinność. Najdrobniejszy błąd, chwila dekoncentracji albo nierówność stoku wystarczą, by skończyć zawody poza trasą.

Po trzech tygodniach od inauguracyjnego giganta w Sölden zaczęły się zmagania slalomistek slalomistów. Przez dwa kolejne weekendy w Levi w Finlandii i w Gurgl w Austrii ścigały się i panie i panowie.

Co już wiemy? Że nudy nie będzie. Choć będą to dwie zupełnie różne rywalizacje.

Śledząc slalomy kobiet będziemy się zastanawiać: czy, a jeśli tak to kto i kiedy zdoła pokonać niesamowitą Mikaelę Shiffrin. Zaś kibicując slalomistom będziemy obstawiać, czy któremukolwiek z zawodników uda się wygrać więcej niż dwa razy. I jak bardzo rozszerzy się grono faworytów.

Zacznijmy od pań. I w Levi i w Gurgl wygrała Shiffrin. I to w niesamowitym stylu.

Dla mniej wtajemniczonych – zasady rozgrywania alpejskich slalomów: każde zawody składają się z dwóch przejazdów. W pierwszym najlepsi jadą na początku. A numer startowy ma znaczenie – bo nawet najlepiej przygotowana trasa po przejeździe kilkudziesięciu alpejczyków nie jest już gładka jak stół i o wiele trudniej przejechać po niej bezbłędnie.

Do drugiego przejazdu awansuje tylko trzydziestka najszybszych. Ale żeby było ciekawiej – startują w odwróconej kolejności. Czyli zwycięzca jedzie ostatni. Często szczęśliwiec, który rzutem na taśmę dostał szansę na start w drugim przejeździe, wykorzystując przewagę dziewiczej trasy zapewnia sobie awans o kilka pozycji. Ba, zdarzyło się już – i to nie tak dawno – że trzydziesty na półmetku zawodnik skończył zawody na najwyższym podium.

Udało się to Szwajcarowi Danielowi Yule w Chamonix w lutym 2024 r. Gdyby był o 0,06 s. wolniejszy w pierwszym przejeździe– w czasie drugiego już by pakował się do domu. Yule’owi tego dnia szczęście sprzyjało do końca. Było ciepło i trasa szybko się psuła. Szwajcar wykorzystał szansę i pojechał tak dobrze, że ani startujący tuż za nim, ani ci ostatni nie byli w stanie go pokonać.

Cały ten wywód po to, żeby pokazać, jak niezwykłe jest to, co na początku tego sezonu wyprawia Mikaela Shiffrin. I w Levi (to było jej 102 zwycięstwo w PŚ, 65 w slalomie i 9 w Levi) i w Gurgl Amerykanka wygrała oba przejazdy. Jak widać, nie przeszkadza jej czy jedzie po trasie gładkiej, czy dziurawej.

W obu slalomach drugie miejsce zajęła młoda Włoszka, która reprezentuje Albanię. Skąd ta zmiana? Tę historię przeczytasz tutaj: Jak Włosi mogli stracić taki diament?

Być może to właśnie ona (jeśli w ogóle ktoś) zostanie w tym sezonie pogromczynią Shiffrin. Chorwatka Zrinka Ljutić, która w zeszłym sezonie (przez którego sporą część Shiffrin musiała pauzować z powodu kontuzji) na razie jeździ słabiej, ale sezon dopiero się zaczyna. W Levi trzecie miejsce – to jej pierwsze podium w karierze – zajęła Niemka Emma Aicher. Zaś w Gurgl – Szwajcarka Camille Rast (która swój pierwszy triumf (też podczas nieobecności Shiffrin) odniosła w zeszłym sezonie.

Za to u panów – jedna wielka karuzela. Czyli stabilnie. Od kilku sezonów powtórna wygrana w slalomie tego samego zawodnika jest sensacją. Panowie biją się o setne sekundy i nigdy do końca nic nie jest przesądzone.

W Levi pierwsze zwycięstwo dla swojej nowej ojczyzny odniósł ex-Norweg, a dziś Brazylijczyk Lucas Pinheiro Braathen. Już rok temu, po powrocie z rocznej emerytury, buńczucznie zapowiadał, że zamierza zanieść brazylijską flagę na najwyższe podium w Pucharze Świata. Udało mu się dopiero w Levi.

Drugie miejsce – ku uciesze fińskich kibiców – zajął ich chłopak – 22-letni Eduard Hallberg. Jego najlepszym do tego momentu wynikiem w slalomie było ósme miejsce w Gurgl rok temu. Ostatni raz Fin stał na podium zawodów Pucharu Świata 18 lat temu. Już tydzień później Fin pokazał, że w tym sezonie zamierza częściej mieszać w czołówce. W Gurgl po pierwszym przejeździe Hallberg był drugi. I gdyby w drugim nie stracił tuż przed metą koncentracji, to na pewno na podium stałby po raz kolejny.

W roli sensacji zawodów zastąpił go Paco Rassat. Francuz to już nie alpejski młodzieniec. Ma lat 27 lat, w PŚ świata ściga się czwarty sezon. W Levi zajął miejsce 6. Po pierwszym przejeździe Rassat zajmował miejsce 14. Drugi przejazd pojechał tak, że już do końca zawodów nie znalazł pogromcy. A jakby niespodzianek było mało – na miejsce drugie wskoczył rówieśnik Rassata Belg Armand Marchant. To jego pierwsze podium w karierze i pierwsze w historii Belgii.

Honor faworytów obronił Atle Lie McGrath. Norweg, prowadzący na półmetku, zajął miejsce trzecie.

Różnicę między zawodami pań, zdominowanymi jak na razie przez Mikaelę Shiffrin, a panów pokazuje jeszcze ta liczba: 1,23 s. Tyle wyniosła w Gurgl przewaga Amerykanki nad reprezentantką Albanii. A u mężczyzn? Taką stratę miał zawodnik, który zajął miejsce…20.

Od tego tygodnia alpejczycy dwa tygodnie spędzą w USA. Dziś pierwszy supergigant w sezonie rozgrywany w Copper Mountain w Kolorado. Do tego ośrodka alpejski Puchar Świata wraca po prawie 25 latach. Wydarzeniem dnia będzie na pewno powrót po prawie dwóch latach rehabilitacji Norwega Aleksandra Aamodta Kildego.

NARCIARSTWO ALPEJSKIE

Alpejski Puchar Świata. 'Marzyliśmy o śniegu i go dostaliśmy. Oraz nauczkę: nie mów głośno, o czym marzysz'.
Sezon polowania na Mikaelę Shiffrin uważam za otwarty. Amerykanka pokazała w Levi, że gdy jest zdrowa i zmotywowana, w slalomie ciągle nie ma sobie równych. A kto będzie ją gonił? Po sobotnich zawodach na czoło peletonu wysunęła się 19-letnia Włoszka reprezentująca Albanię, Lara Colturi. Czy uda się jej dopaść Shiffrin? Odpowiedź poznamy w marcu.
CZYTAJ WIĘCEJ

NIE PRZEGAP

CZYTAJ TAKŻE